Zespół napięcia przedmiesiączkowego
Z życia wzięte
Znacie? Doświadczacie? U mnie PMS uwidacznia się co miesiąc. Raz łagodniej, a raz mniej. W tym miesiącu chyba miałam kumulację za kilka poprzednich, trochę bardziej spokojnych.
Dolegliwości, które występują u sporej liczby kobiet w drugiej fazie cyklu, przed okresem nie należą do przyjemnych. Są to zarówno objawy fizyczne, jak i psychiczne. I nie wiem, które są gorsze.
W tym miesiącu plamienia pojawiły się szybko. Sądziłam, że okres przyjdzie tak jak w poprzednich cyklach. Tym razem @ postraszyła mnie jednak plamieniami przez 3 dni, natomiast sama przyszła po 27 dniach. Wszystko było ok, do niedzieli. Jak się okazało do ostatniego dnia cyklu, czyli do dnia poprzedzającego nadejście okresu. Źle znoszę PMS, a napięcie przedmiesiączkowe + jesień i deszcz za oknem to już w ogóle tragedia.
PMS – objawy
Oto, co mnie zazwyczaj spotyka w związku z „Premenstrual Syndrome”, czyli moje objawy PMS:
- Zwiększony apetyt i zachcianki
Już kilka dni wcześniej ciągle mam ochotę coś jeść, najlepiej słodkiego. W tym miesiącu zrobiłam nawet po raz pierwszy brownie z bananów, by może choć trochę sądzić, że będzie zdrowiej. No ale przede wszystkim nadal słodko. 😉
- Trądzik
Ten towarzyszy mi bardzo często, choć myślałam że kiedyś z niego wyrosnę. Sądziłam, że to tylko wiek młodzieńczy charakteryzuje się wypryskami. Jak się okazuje chyba nie. Mam problem z cerą, ale przed okresem jest jeszcze gorzej. Nie dość, że samopoczucie do kitu to i widok w lusterku nie poprawia nastroju. :/
- Ból brzucha i ból krzyża
Ból miesiączkowy. Najbardziej boli jak już okresu dostanę, choć uważam że i tak moje bóle menstruacyjne nie są zbyt silne. Już nie pamiętam kiedy brałam jakąś tabletkę przeciwbólową, a przecież endometrioza, którą posiadam, podobno charakteryzuję się w szczególności bólem. Jednak nie u mnie. Ale wracając do bólu brzucha i krzyża, to pojawiają się przed @, i są takimi bólami przepowiadającymi, może niezbyt silnymi, ale po prostu nieprzyjemnymi.
- Wrażliwość piersi
Ból piersi w zasadzie pojawił się dość niedawno. Wcześniej raczej tego nie odczuwałam. Nawet nie wiem czy to do końca ból, raczej taka wrażliwość, że lepiej „nie dotykaj!” 😉
- Ból stawów
To podobno też objaw PMS. Nie wiem czy to prawda, ale w tym miesiącu bolało mnie kolano. Przez dwa dni chodziłam i narzekałam, że zaraz będę kuleć. Podobno mogą boleć też łokcie, kostki i nadgarstki mimo tego, że nie doznałyśmy żadnej kontuzji. I to by się zgadzało, bo mój ból kolana zniknął, gdy przyszła miesiączka.
To były główne objawy fizyczne, czas na objawy emocjonalne.
- Poirytowanie i złość
Podczas zespołu napięcia przedmiesiączkowego wszystko mnie wkurza. Po prostu.
- Zmęczenie
Na kilka dni przed okresem mam spadek formy. Czuję się zmęczona w zasadzie nawet siedzeniem. A w tych dniach spanie jest chyba najlepszym zajęciem pod słońcem, z kolei towarzystwo poduszki bije na głowę wszystkich moich prawdziwych przyjaciół.
- Zmienny nastrój
W ciągu godziny mój humor potrafi przejść od bycia szczęśliwą, przez złą i poirytowaną, po bardzo smutną. I takie wahania nastroju kilka razy w ciągu jednego dnia.
- Płaczliwość
Oj tak, łzy podczas PMS’a są na porządku dziennym. Wszystko potrafi mnie doprowadzić do płaczu. Słowa męża, reklama w telewizji i wiele innych myśli, które akurat kłębią się w głowie.
Nasze kochane hormony
W niedzielę miałam apogeum. Raz miałam ochotę mówić mężowi, że kocham go najbardziej na świecie, a za chwilę chciałam go spakować i wyrzucić z domu. On mówił jedno, a ja do tego dorabiałam w głowie inną teorię i nakręcałam się sama. Płakałam pół dnia, sama w zasadzie już nie wiem dlaczego. Wszystko mnie denerwowało: gadający mąż, szczekający pies, nawet to, że muszę wstać i zrobić obiad. Oliwy do ognia dolała krótka rozmowa z ciężarną koleżanką, której po chwili napisałam, że mam gorszy dzień i nie chcę z nią gadać. A potem oczywiście płacz, złość i żal do świata. Mój dzień chyba nawet nie był gorszy, był tragiczny!
Mąż tego dnia patrzył na mnie jak na nienormalną. Raz miałam ochotę się śmiać, raz płakać, a międzyczasie trzaskać drzwiami. Przytulałam się do niego, ocierając łzy w jego ramię, a za chwilę odwracałam się plecami i mówiłam, że nie chcę z nim rozmawiać. On już mnie zna i wie, że przed okresem jestem nieznośna. Ale ostatnio serio sama zastanawiałam się co ja robię! I dlaczego tak się zachowuje!? Przez chwilę nawet zaczęłam współczuć mojemu mężowi, że musi to znosić. Bo znosi to jakoś, skoro przez tyle lat się jeszcze nie wyprowadził. 😉 Ale raczej nic z tego nie rozumie. I tak patrzy tylko na mnie z politowaniem i zastanawia się czy to naprawdę możliwe. Czy naprawdę nadchodzący okres może tak zmienić kobietę? I czy serio to hormony nami wtedy rządzą? Dla niego to abstrakcja. Pewnie jak dla większości mężczyzn. A i ja nie do końca potrafię wytłumaczyć swoje dziwne zachowanie. Bo pewnie tydzień wcześniej czy dwa tygodnie później moja reakcja byłaby zupełnie inna.
Na szczęście minęło już 5 dni. Ja wróciłam do świata normalnych 🙂 a nawet żegnam się już z okresem. Mąż przeżył, pies też, nawet talerze nie ucierpiały 😉 Mam nadzieję, że szybko taki dzień jak w minioną niedzielę się nie powtórzy!
Czy też macie takie „jazdy” przed okresem? Jeśli tak, napiszcie! A ja udowodnię mojemu mężowi, że to zupełnie normalne i nie ma jakiegoś odosobnionego przypadku w domu. Chyba, że ma? 😉 😉 😉



7 komentarzy
Dziewczyny, serio? 😀 😛 Nikt, nic? Zaczynam się siebie bać 😉 😉 😉
No to ja napiszę- u mnie PMS to głównie wilczy apetyt kilka dni ‘przed’ (wrzucam w siebie wszystko jak leci), bolesność piersi i zmęczenie. Co do bycia zołzą w tym czasie to nie wiem bo na co dzień też dość łatwo się irytuję 😉 choć raz przylapalam się na tym, że miałam samej siebie dość bo wybuchy złości faktycznie mnie przytłoczyły.
Dziękuję M. ❣ Przynajmniej wiem, że w niektórych aspektach nie jestem sama 😉
Sama się sobie dziwię jaka ja wtedy potrafię być okropna… a u nas starających się to podwójnie trudny okres…
Chyba masz rację! Frustracja jest podwójna 😐
Ja również mam wilczy apetyt, niekontrolowane wybuchy złości, trądzik i tkliwe piersi. A ostatnio fatalny humor i prawie płacz. Dobrze, ze to tylko kilka dni 😉
P. S. Byłam na sonoHSG, kontrast przepłynął, jednak w lewym jajniku z opóźnieniem… Mam nadzieję, że pomogło i laparoskopia nie będzie potrzebna. Pozdrawiam!
Taaak, dobrze że to wszystko trwa max. kilka dni! Nawet najtrwalsi faceci nie wytrzymaliby z nami, gdyby trwało dłużej 😉 😛
Może w trakcie sprawdzania drożności dodatkowo coś tam przepłukali i to będzie klucz do sukcesu! Tego Ci życzę! Bo laparoskopia to jednak już poważniejsza ingerencja w ciało… 😐 której najlepiej po prostu uniknąć. Ale jeśli trzeba będzie ją wykonać to wszystko jest do przeżycia 🙂 Pozdrowionka ♥♥♥