trudne decyzje

Trudne decyzje

Codzienność

Trzynasty cykl starań trwa. Pierwsza jego połowa, a nawet troszkę więcej, już za mną. Ale nie był to miły i przyjemny czas. Praca, ginekolog, leczenie – wszystkie informacje z tym związane, w dodatku nie dość dobre, spowodowały że trzeba było zadać sobie kilka pytań.

Pierwsze i najważniejsze.. co dalej?

Ale zacznijmy od początku…

Początek cyklu jakiś dziwny. @ w pierwszy dzień dość obfita, a w kolejne jakby jej w ogóle nie było. Ogólnie taka jakaś inna, po prostu. Od pierwszego do dziesiątego dnia cyklu zrobiłam sobie przerwę w mierzeniu temperatury. Jeszcze raz powtórzę, że mnie prowadzenie wykresu zaczęło w pewnym momencie bardzo stresować. Może nie tak mocno w pierwszej fazie, ale w drugiej zdarza mi się np. budzić przed czasem i wiem że nie jest to spokojny sen. Wróciłam do mierzenia po to by sprawdzić czy z temperatury będę mogła wyznaczyć owulację i czy pokryje się to z testem owulacyjnym i monitoringiem. Za chwilę znów chowam termometr do szuflady.

Pierwszy test owulacyjny w 11 dniu cyklu pokazał kreseczkę testową ale bardzo bardzo słabą – czyli zdecydowany negatyw (przynajmniej bez problemu mogłam to określić, nie tak jak w poprzednim cyklu). Po południu miałam monitoring. Jak z niego wyszłam miałam ochotę się rozpłakać. Serio. Niby nie wydarzyło się tam nic takiego strasznego, ale mnie przytłoczyło. Lekarzowi ciężko było znaleźć pęcherzyki. Coś było w wielkości koło 15mm ale trudno jednoznacznie stwierdzić dominujący. Niby były to jakieś dwa na lewym jajniku – jeden nad moją torbielą endometrialną, drugi pod. Na prawym wiele małych pęcherzyków – co przypominało zespół policystycznych jajników! Jak tylko usłyszałam PCOS to myślałam, że spadnę z tej kozetki. Po krótkim wyjaśnieniu – lekarzowi chodziło, że obraz jest podobny do tego jaki mają kobiety w przypadku PCOS, bo tak zadziałała stymulacja i żeby się tym nie przejmować. Ulżyło. Ale ale! wizyta się jeszcze nie skończyła. Przesiedziałam tam chyba z 30 minut. Gin zapytał który to cykl stymulowany. – Piąty.  „Zaleca się sześć, a potem raczej kieruje się już na inseminację. Mówiłem że nie będę Pani naciągał na leczenie, jeśli nie będę wiedział jak pomóc skieruje gdzieś dalej. Radziłbym rozejrzeć się za inseminacją”. Ja nie wiem czemu miałam łzy w oczach. W głowie myśli, że musi być ze mną coś bardzo nie tak, skoro lekarz odsyła mnie do kliniki niepłodności. Wiem że to przecież nie tragedia, ale te słowa jakoś mocno mnie poruszyły. Inseminacja? No tak myślałam o tym, ale mam jeszcze kilka innych spraw które mnie stresują – nie dołożę sobie teraz jeszcze IUI bo chciałabym podejść do tego na spokojnie. Załamka, serio wyszłam załamana.

Myślałam i myślałam. No ale przecież mam jeszcze torbiel. Co z laparoskopią? Przecież kiedyś o tym rozmawialiśmy. Na forum zadałam pytanie czy IUI czy laparo. Oczywiście dostałam odpowiedzi, że jak można kierować na inseminacje z nie wiadomo jak rozwiniętą endometriozą i być może niedrożnymi jajowodami. Drożność jajowodów miałam robioną przez sonohsg i wtedy były drożne, ale na ile torbiel i endomenda blokuje zajście w ciąże? Na to pytanie chyba nikt nie będzie w stanie odpowiedzieć.  Ale wiedziałam że na kolejnym spotkaniu z lekarzem poruszę kwestię laparoskopii.

Następny monitoring miałam w 13dc, w piątek 10 lutego. Wyglądało to następująco: pęcherzyk w 11 dniu cyklu miał 15,5 mm ale w największej szerokości a nie średniej (tak jak ja myślałam). W trzynastym dniu największa szerokość to 19,7mm ale że nie był super okrąglutki to średnia wychodziła coś ponad 17mm.  Drugi pęcherzyk prawie nie zmienił się rozmiarowo, czyli ten nad torbielą wydawał się dominujący. Dostałam receptę na Pregnyl – zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka. Kolejna wizyta została zaplanowana na poniedziałek, 13 lutego (15dc) i jeśli jajo nadal będzie to lekarz miał zrobić zastrzyk. Miał – gdyż w poniedziałek okazało się, że jest już PO owulacji! W sobotę zrobiłam test owu i faktycznie z pewnością miałam pozytyw. W dodatku w niedzielę wieczorem ból jajników, ale nie byłam już pewna czy to prawda czy urojenia 😉 Ale co ciekawe usg pokazało że prawdopodobnie pękły dwa (!) pęcherzyki. Chociaż nie wiem jak to możliwe, ale natura jest nieprzewidywalna. Nauczona doświadczeniem nie wkręcam sobie niczego bo to już piąta potwierdzona owulacja. Z poprzednich czterech nie wynikło nic. Więc czy istnieje szansa, że ot tak po prostu się uda…? Z każdym miesiącem moje nadzieje maleją.

Zatem.. co dalej?

Wizyty u gina w 13 i 15dc były zdecydowanie przyjemniejsze niż ta pierwsza. Co najważniejsze usłyszałam: “jeszcze Pani nie odeśle, zrobimy tą laparoskopie. Jestem otwarty – jak Pani chce – czy kolejny cykl: szósta stymulacja czy laparoskopia. Wcześniej jeszcze tylko trzeba zrobić badanie AMH (rezerwy jajnikowej)”. Bo ja się wahałam. Ale powiedział, że jego wiedza nie ma tu znaczenia, decyzja należy do mnie.

Zatem zdecydowałam. Laparoskopia. Usunięcie torbieli. Oglądnięcie co się dzieje u mnie w środku. Przeraża mnie to, bo nawet nigdy w szpitalu nie leżałam, a co dopiero mówiąc operacja! Ale wiadomo, czego się nie robi dla osiągnięcia celu, spełnienia swojego marzenia! Po laparoskopii pewnie spróbujemy jeszcze kilka cykli. O IUI pomyślę latem. Choć szczerze bardzo, ale to bardzo chciałabym nie musieć o niej myśleć.

Previous
Cykl idealny
Next
Przygotowania do szpitala
  • Optymistki! 😉 dziękuję bardzo, ale wiecie to nie pierwsza potwierdzona owulacja, dlatego trzeba patrzeć realnie 😀 😛
    dziękuję że zaglądacie :*

  • Hejka, chyba sluszna decyzja z ta laporoskopia. Nie taki diabel straszny, jak go maluja, a jezeli masz ogniska endometriozy, to je usuna i moze szybciej zaskoczy. Kto wie :).

    Pozdrawiam z tym samym problemem (i po laporo) i troszke dluzszym stazem starania. Ale… Zgadzam sie z Toba w 100%, ze niewazne jaka dlugosc, to i tak jest to czasami dobijajace. Choc mnie sie wydaje, ze im dluzej, to czlowiek nabiera wiekszego dystansu i czasami godzi sie ze swoja “niedoskonaloscia”, co oczywiscie nie znaczy, ze sie poddaje.

    3mam kciukasy i zycze duzo sily po laporo ;).

    • Mam nadzieję że podjęłam słuszną decyzję. A co będzie po.. czas pokaże.
      Chyba masz rację, że z czasem przychodzi jakiś większy dystans do niepowodzeń, aczkolwiek smutek chyba pojawia się za każdym razem :/
      Tobie również życzę powodzenia!!! :*

Leave a comment to Kinga Cancel reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witaj!

Miło mi Cię gościć na moim blogu! Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Co spowodowało, że piszę? Pragnienie zajścia w ciążę, marzenie o macierzyństwie, staranie się o dziecko, niepłodność, często rozpacz i łzy oraz nieustanna nadzieja. Waiting4 to blog o codzienności życia Staraczki, opis leczenia, badań, wizyt u ginekologa i wielu innych. Zmagania, które zna niejedna kobieta planująca ciążę, a o których często nie mówi się publicznie. Serdecznie zapraszam!

Warto odwiedzić

edzieci.pl

Portal dla rodziców o ciąży, porodzie, zdrowiu, wychowaniu i rozwoju naszych dzieci. Artykuły, porady i ciekawostki zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

KobiecePorady.pl - Portal z poradami dla Kobiet

Portal dla kobiet. Każda z Pań znajdzie coś dla siebie od poradników urody, modowych, zdrowia, fitnessu, aż po porady z zakresu domu, zrób to sama oraz ogrodu.