Pozytywny test ciążowy
W ciąży
Obiecałam sobie że będę tu częściej, no i wiecie – plany planami a życie swoje. Dziś chcę swoją historią wrócić do połowy lipca, widząc pierwszy raz w życiu swój pozytywny test ciążowy…
Obiecałam sobie że będę tu częściej, no i wiecie – plany planami a życie swoje. Dziś chcę swoją historią wrócić do połowy lipca, widząc pierwszy raz w życiu swój pozytywny test ciążowy…
Dziś mój czternasty dzień cyklu, czyli idealny dzień na owulację idealnego książkowego cyklu, który trwa 28 dni. Czy to jednak jest połowa mojego cyklu, ostatnio w ogóle nieidealnego, to okaże się wraz z przyjściem okresu. Tak… najlepiej żeby już nie przychodził, ale wiecie jak jest.
Siedzę z otworzonym oknem notatnika i patrzę na pusty dokument. I zastanawiam się jak zacząć. I piszę to, co właśnie napisałam. Chciałabym… tak bardzo bym chciała, napisać tu wreszcie coś dobrego, pozytywnego, coś co podniesie na duchu i mnie i Was. A wydaje mi się, że ciągle czytacie to samo.
Rok 2017 zaczęłam z pozytywnym nastawieniem. Nadzieja na nowy cykl z nowym lekiem. Po dwóch tygodniach już miałam chwilę zawahania, ale jednak mówię do siebie: ogarnij się! 🙂
A więc wszystko tak jak przewidywałam. Okres przyszedł jak w zegarku, w przewidywanym przeze mnie czasie. Nie zaskoczyło mnie to i wydawało mi się, że nawet nie przygnębiło. Ale chyba tylko tak mi się wydawało… Bo czas trwania okresu był dla mnie pełen złości, irytacji, złego humoru i czarnych myśli.
PMS – zespół napięcia przedmiesiączkowego. Mąż potrafi rozpoznać go u mnie kilka dobrych dni wcześniej, zanim przyjdzie okres i zanim ja zdążę o nim pomyśleć. Tym razem trafiło na ten miniony weekend. Byliśmy w rodzinnych stronach. Urodzinowa impreza teściowej, za tydzień imieniny mojej mamy. My zawieźliśmy prezenty, a w domu rodzinnym mojego męża na nas czekała niespodzianka. Niespodzianka, która spowodowała u mnie jeszcze większy żal do świata. I nie ma strzału w 10tkę, a jedynie strzał w serce.
Dziewiąty cykl starań, ostatni jednocyfrowy.. Od początku był dziwny. Nie podobał mi się, jeśli cykl w ogóle może się podobać 😉 To był mój drugi cykl z Clo i pierwszy z Duphastonem. Ale zacznijmy tą historię od początku…
Wszystko we mnie narastało. I rozczarowania, i wiara. I smutek, i chęć walki. I to pragnienie.. pragnienie aby spełnić marzenie o rodzicielstwie. Pokładałam w tym cyklu jakieś wielkie nadzieje. Pewnie też dlatego, że zbliżała się nasza rocznica. Ten cykl obejmował jedną z piękniejszych dat w moim życiu – 16 lipca – nasza piąta rocznica ślubu. I jeszcze mąż jak nigdy do tej pory mówił, że czemu ma się nie udać. Uda się! I będziemy mieć taki piękny prezent rocznicowy…
Najnowsze komentarze