Żyć normalnie.
Codzienność
Rok 2017 zaczęłam z pozytywnym nastawieniem. Nadzieja na nowy cykl z nowym lekiem. Po dwóch tygodniach już miałam chwilę zawahania, ale jednak mówię do siebie: ogarnij się! 🙂
Rok 2017 zaczęłam z pozytywnym nastawieniem. Nadzieja na nowy cykl z nowym lekiem. Po dwóch tygodniach już miałam chwilę zawahania, ale jednak mówię do siebie: ogarnij się! 🙂
Dziewiąty cykl starań, ostatni jednocyfrowy.. Od początku był dziwny. Nie podobał mi się, jeśli cykl w ogóle może się podobać 😉 To był mój drugi cykl z Clo i pierwszy z Duphastonem. Ale zacznijmy tą historię od początku…
Wszystko we mnie narastało. I rozczarowania, i wiara. I smutek, i chęć walki. I to pragnienie.. pragnienie aby spełnić marzenie o rodzicielstwie. Pokładałam w tym cyklu jakieś wielkie nadzieje. Pewnie też dlatego, że zbliżała się nasza rocznica. Ten cykl obejmował jedną z piękniejszych dat w moim życiu – 16 lipca – nasza piąta rocznica ślubu. I jeszcze mąż jak nigdy do tej pory mówił, że czemu ma się nie udać. Uda się! I będziemy mieć taki piękny prezent rocznicowy…
Poniedziałek, 20 czerwca, 10 dzień cyklu. Wizyta kontrolna po Sono HSG. Moja kolejna, nie liczę nawet która, wizyta u ginekologa. Można powiedzieć, że nawet go polubiłam. Sympatyczny z tego lekarza facet. Ale oprócz tego, że sympatyczny, chciałabym również żeby był skuteczny. Jest młody, na razie widać, że chce mu się pracować i pomagać. Jest bardzo spokojny i opanowany, odpowiada na pytania na wizycie, gdy jest taka potrzeba daje swój numer telefonu, odbiera je, a jak nie odbiera to zawsze oddzwania. Mam nadzieję, że chęć do pracy mu nie zniknie szybko i będzie z zaangażowaniem szukał przyczyn naszych niepowodzeń…
Najnowsze komentarze