Wszystko dzieje się… po coś?
Codzienność
Koniec roku. Kolejnego roku! Doskonale pamiętam, gdy przygotowywałam wpis 12 miesięcy temu, również 31 grudnia. Wciąż nie mogę uwierzyć, że od tamtego czasu minęło już 365 dni. Czytaj dalej
Koniec roku. Kolejnego roku! Doskonale pamiętam, gdy przygotowywałam wpis 12 miesięcy temu, również 31 grudnia. Wciąż nie mogę uwierzyć, że od tamtego czasu minęło już 365 dni. Czytaj dalej
Już to czuję. To całe napięcie przedmiesiączkowe. To znaczy, że okres czai się tuż za rogiem…
Kilka dni temu mój mąż obchodził urodziny. I to jakie… okrągłe, 30te urodziny. A do mnie wracają plany, jakie snułam ponad 2 lata temu. Bo przecież miało być inaczej… Czytaj dalej
Inseminacja (IUI). Wstyd się przyznać, ale przez kilka dobrych lat to słowo wcale nie kojarzyło mi się ze staraniami o dziecko. Kiedyś będąc na imprezie urodzinowej kolegi, przyszedł na nią jego znajomy, którego tam poznaliśmy. Powiedział, że pracuje jako… inseminator krów. Od tamtej pory moje skojarzenia do słowa „inseminacja” biegły w tą właśnie stronę. Ale do czasu.
Czytając tytuł może pomyślicie, że za dużo czasu spędziłam na słońcu i za bardzo sobie przygrzałam głowę podczas tych naszych aktualnych polskich upałów, gdzie na termometrach cały czas 35+ 🙂 Ale nie! To żadne przegrzanie mózgu 😉 Ten temat krąży w moich myślach już od dawna, a teraz po prostu przyszedł moment, aby go rozwinąć. Zatem… czy ciążą można się zarazić?
Ta myśl towarzyszy mi od dawna. Na pewno odkąd stworzyłam sobie to miejsce – bloga, a tak naprawdę jeszcze dłużej. Sumując to od ponad roku. Od kilkunastu miesięcy wierzę i mam nadzieje, że jeśli uda mi się już wejść na tą górę, to później widoki z niej będą nie do opisania – będą po prostu piękne, a ja stanę się w pełni szczęśliwa. Widoki ze szczytu bez wątpienia są przepiękne, ale czy niżej na pewno nie znajdziemy równie zachwycających krajobrazów?
Ile razy to już sobie powtarzałam. Że nie wierzę w magię liczb, rocznic czy świąt. Nie wierzę, bo to bez sensu. Uda się bo urodziny, uda się bo rocznica, uda się bo… Miał być wielki luz, przecież. Rozum nie wierzy, że się uda. Ale serce niestety/ stety wciąż…
Witam Was tą już letnią – wakacyjną porą, choć od kilku dni jakoś pogoda nie rozpieszcza. 😉 Już kilka razy to powtarzałam i powtórzę kolejny – nie wierzę, że czas tak ucieka między palcami, że minęło już 6 miesięcy 2017 roku! Połowa za nami! Ostatnio dołączyłam do grupy na forum – „Wielkie plany na 2018 rok” – i uświadomiłam sobie, że takie plany miałam też na 2016 i 2017. Czy szczęście się kiedyś do nas uśmiechnie?
Tydzień temu przywitaliśmy Nowy Rok. Ja przywitałam go wraz z mężem i … długo wyczekiwaną @@@ !
Tak. To już ostatni dzień roku 2016. Czas wspomnień, przemyśleń, podsumowań i postanowień. Może tym razem warto zastosować plan pt. „Nic nie planować”?
Najnowsze komentarze