Przygotowania do szpitala
Codzienność
Moja decyzja zapadła kilkanaście dni temu – laparoskopia jak najszybciej. Ginekolog się zgodził. Niby wszystko pewne. A jak się okazało… jednak nie do końca.
Moja decyzja zapadła kilkanaście dni temu – laparoskopia jak najszybciej. Ginekolog się zgodził. Niby wszystko pewne. A jak się okazało… jednak nie do końca.
Trzynasty cykl starań trwa. Pierwsza jego połowa, a nawet troszkę więcej, już za mną. Ale nie był to miły i przyjemny czas. Praca, ginekolog, leczenie – wszystkie informacje z tym związane, w dodatku nie dość dobre, spowodowały że trzeba było zadać sobie kilka pytań.
Pierwsze i najważniejsze.. co dalej?
Rok 2017 zaczęłam z pozytywnym nastawieniem. Nadzieja na nowy cykl z nowym lekiem. Po dwóch tygodniach już miałam chwilę zawahania, ale jednak mówię do siebie: ogarnij się! 🙂
Tydzień temu przywitaliśmy Nowy Rok. Ja przywitałam go wraz z mężem i … długo wyczekiwaną @@@ !
Witajcie moje drogie Czytelniczki! ♥ ♥ ♥ Jeśli zaglądacie tu by zobaczyć co u mnie, to tytuł tego posta powinien Wam powiedzieć wszystko 😉 u mnie… bez zmian! To mój najdłuższy cykl w życiu – bije swój życiowy rekord. Jaki wynik obstawiacie? 😉
Ten wpis chyba mogę nazwać dokładnie tak jak poprzedni… „Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz Mu o swoich planach…” Bo przecież w głowie miałam już cały plan – że okresu dostanę kilka dni (tj. 2-3) po odstawieniu Visanne, później Aromek (letrozol) od 3 do 7dc, a i z monitoringiem i owulacją pięknie wyrobię się przed świętami. I co? Siedem dni po odstawieniu tabletek m@łpiszona nadal brak!!!
Jesień to zdecydowanie nie moja pora roku. Lato jeszcze jakoś napawało optymizmem, a teraz? Jakieś same smutne myśli, a zarazem wpisy. :/ Ostatni tydzień nie był dla mnie łatwy i przyjemny. Zaczęło się od kłótni z mężem, przez ciche dni, po nadzieję na dwie kreseczki, a później smutek, że znów się nie udało. Choć wynik progesteronu w tym niestymulowanym cyklu nie był zachwycający, raczej świadczący o niedomodze ciałka żółtego to jednak brak plamień i spóźniający się okres sprawił, że zaczęłam marzyć, że być może stał się cud. Jednak tak szybko jak ten cień nadziei się pojawił, tak szybko też zniknął.
Wreszcie. Historię (a jak to mówią feministki raczej herstorię 😉 ) mogę zostawić za sobą. Wreszcie będziemy na bieżąco. Dziękuję, jeśli jesteście ze mną od początku i przebrnęłyście przez moje poprzednie cykle starań. Od tej pory wszystkie wpisy będą na czasie 😉 Przynajmniej taką mam nadzieję 🙂 Zatem witam Was w moim 10 cyklu starań, który chciałabym nazywać pierwszym… ♥
Poniedziałek, 20 czerwca, 10 dzień cyklu. Wizyta kontrolna po Sono HSG. Moja kolejna, nie liczę nawet która, wizyta u ginekologa. Można powiedzieć, że nawet go polubiłam. Sympatyczny z tego lekarza facet. Ale oprócz tego, że sympatyczny, chciałabym również żeby był skuteczny. Jest młody, na razie widać, że chce mu się pracować i pomagać. Jest bardzo spokojny i opanowany, odpowiada na pytania na wizycie, gdy jest taka potrzeba daje swój numer telefonu, odbiera je, a jak nie odbiera to zawsze oddzwania. Mam nadzieję, że chęć do pracy mu nie zniknie szybko i będzie z zaangażowaniem szukał przyczyn naszych niepowodzeń…
Badanie Sono HSG wykonywane jest w celu oceny jamy macicy i drożności jajowodów. Wykorzystuje się tu sondę ultrasonograficzną oraz sól fizjologiczną. To alternatywa dla badania HSG (Histerosalpingografia), czyli rentgenowskiego badania z wykorzystaniem kontrastu. Skuteczność SHSG jest porównywalna z tradycyjnym badaniem HSG. Różnica między tymi badaniami to między innymi użycie kontrastu niejodowego, dzięki czemu nie ma mowy o reakcjach alergicznych. Badanie wykonywane jest najczęściej przy diagnostyce i leczeniu niepłodności, gdyż pozwala na rozpoznanie częstych chorób ginekologicznych takich jak polipy, mięśniaki, zrosty czy niedrożne jajowody.
Najnowsze komentarze