Złapać chwilę oddechu
Codzienność
Czas… nieubłaganie płynie. Według mnie leci jak szalony. Od mojego pierwszego wpisu na tym blogu wczoraj minęło…. 9 miesięcy.
Czas… nieubłaganie płynie. Według mnie leci jak szalony. Od mojego pierwszego wpisu na tym blogu wczoraj minęło…. 9 miesięcy.
Ten post będzie bardzo szczery. NIE, szczery to złe słowo. Każdy jest szczery. Ten będzie zatem bardzo osobisty…
Gdy opisywałam moją nową „przyjaciółkę” endometriozę skupiłam się tylko na niej. Tego samego dnia którego potwierdziła się moja diagnoza (czyli końcem marca) w szpitalu dowiedziałam się czegoś jeszcze…
Na blogu dopiero co udało mi się wyjść ze szpitala, a tak naprawdę minął już miesiąc! Cały miesiąc!!! Czas tak szybko leci, czuje jakby uciekał mi przez palce. 4 tygodnie temu byłam operowana a tu dopiero co zdążyłam opisać zabieg laparoskopii. Minęła już ¼ roku a jakiś szczególnie pozytywnych wieści brak…
„Zabieg laparoskopii, polegający na wprowadzeniu do jamy brzusznej teleskopu (optyki) oraz 2 lub 3 narzędzi manipulacyjnych. W trakcie zabiegu będzie przeprowadzona ocena wewnętrznych narządów płciowych (macicy, jajowodów i jajników) oraz ocena drożności jajowodów, jeżeli zaistnieje konieczność będą pobrane wycinki z jajników do badania Histologicznego, następnie zabieg będzie polegał na laparoskopowym usunięciu guza”.
Trzynasty cykl starań trwa. Pierwsza jego połowa, a nawet troszkę więcej, już za mną. Ale nie był to miły i przyjemny czas. Praca, ginekolog, leczenie – wszystkie informacje z tym związane, w dodatku nie dość dobre, spowodowały że trzeba było zadać sobie kilka pytań.
Pierwsze i najważniejsze.. co dalej?
Tydzień temu przywitaliśmy Nowy Rok. Ja przywitałam go wraz z mężem i … długo wyczekiwaną @@@ !
Jesień to zdecydowanie nie moja pora roku. Lato jeszcze jakoś napawało optymizmem, a teraz? Jakieś same smutne myśli, a zarazem wpisy. :/ Ostatni tydzień nie był dla mnie łatwy i przyjemny. Zaczęło się od kłótni z mężem, przez ciche dni, po nadzieję na dwie kreseczki, a później smutek, że znów się nie udało. Choć wynik progesteronu w tym niestymulowanym cyklu nie był zachwycający, raczej świadczący o niedomodze ciałka żółtego to jednak brak plamień i spóźniający się okres sprawił, że zaczęłam marzyć, że być może stał się cud. Jednak tak szybko jak ten cień nadziei się pojawił, tak szybko też zniknął.
Gdy zaczynałam starania tak wielu rzeczy nie wiedziałam… Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to może tak długo zająć, że wynikają z tego problemy, że w ciąże nie zachodzi się wtedy kiedy się chce i wcale nie jest to łatwe. Nie wiedziałam również że istnieje taki dzień w roku, dzień który obchodziliśmy wczoraj. 15 października, czyli Dzień Dziecka Utraconego…
Ojj… ostatnimi czasy nie jest dobrze. Jesienne przygnębienie? Chandra? Depresja? Ciągłe nerwy, stres, płaczliwość, przykre myśli. Co to? I czy w ogóle ma coś wspólnego z obecną porą roku? Same pytania, a żadnych odpowiedzi.
Najnowsze komentarze