Strzał w 10tke? Chciałabym.
Codzienność
Wreszcie. Historię (a jak to mówią feministki raczej herstorię 😉 ) mogę zostawić za sobą. Wreszcie będziemy na bieżąco. Dziękuję, jeśli jesteście ze mną od początku i przebrnęłyście przez moje poprzednie cykle starań. Od tej pory wszystkie wpisy będą na czasie 😉 Przynajmniej taką mam nadzieję 🙂 Zatem witam Was w moim 10 cyklu starań, który chciałabym nazywać pierwszym… ♥
Co działo się w tym cyklu do tej pory?
Dziesiąty cykl starań rozpoczął się 01.09. Przyjęty ze spokojem. Nawet temperatury wróciły do takich standardowych, które mam w pierwszej fazie. Ten cykl to trzeci cykl z tabletkami Clostilbegyt – a jak mi napisała koleżanka na forum, „do trzech razy sztuka” – ojj… bardzo bym chciała.
Clo, tak jak do tej pory, przyjmowałam od 5 do 9dc. Udało się umówić na wizytę na 12dc, 12.09. Choć teraz muszę pamiętać by dzwonić wcześniej, gdyż mój lekarz odszedł z przychodni i przyjmuje prywatnie – i gorzej się jest tam wcisnąć na ostatnią chwilę. Dalej pracuje w szpitalu, to dobrze, bo tam też można do niego podejść.
Monitoring prywatnie, nie różnił się od tego na NFZ, ale to dobrze. Wizyta kosztowała mnie 80 zł i nic po za tym nie było inne. Wydaje mi się, że świadczy to o profesjonalizmie lekarza, który nieważne na jakiej zasadzie, cały czas pracuje tak samo. Tak samo solidnie. Wiadomo wolałam chodzić na fundusz i za wizytę nie płacić, no ale cóż. Na razie trzymam się tego ginekologa, bo jest dla mnie człowiekiem godnym zaufania. Nie wiem czy można go nazwać specjalistą od spraw niepłodności, ale w tej kwestii daje mu jeszcze szansę 😉
W 12 dniu cyklu sytuacja przedstawiała się następująco: pęcherzyki na prawym jajniku: 17,3mm i ok 17mm, a na lewym 19,9mm. Czyli dobrze. Tak jak w pierwszym cyklu z clo, znów trzy pęcherzyki. Więc zalecenie ginekologa “działać i cierpliwości” 🙂 Kolejne nasze spotkanie w szpitalu w 14dc. Zobaczymy czy pękły.
W środę okazało się, że pęcherzyki nadal są i mają się bardzo dobrze! Dwa wielkości ponad 22mm i jeden już więcej niż 24mm! Lekarz pomyślał, pomyślał i wymyślił. „Może zrobimy Pani zastrzyk? Wypiszę Pani receptę na Pregnyl. Tylko nie wiem czy Pani znajdzie. Proszę poszukać i wrócić – ja Pani zrobię. Jestem na oddziale całą noc”. Hmm… to znów było coś nowego! Zastrzyku na pęknięcie nigdy nie miałam. Ale skoro już są takie duże i nie pękły to trzeba im pomóc. Byłam chyba w czterech aptekach i wszędzie na zamówienie, czyli najwcześniej na następny dzień. Jednak znalazłam jeszcze całodobową, pomyślałam że jeśli tu nie będzie to koniec, trudno, nie będę biegać po całym mieście w poszukiwaniu zastrzyku. Ale udało się, znalazłam! I w porównaniu do Ovitrelle, czyli gotowych do podania ampułko-strzykawek, Pregnyl to koszt ok 25 zł.
Po 19.00 wróciłam do szpitala. Pregnyl to proszek i roztwór w ampułce, które trzeba zmieszać. Zrobił to za mnie doktor i podał mi zastrzyk w brzuch. Uczucie… jak ukłucie komara, chwilka bólu przy wstrzykiwaniu. Ale ogólnie ok. Po tym pan P. kazał mi posiedzieć jeszcze chwilę, by zobaczyć czy nie mam żadnych skutków ubocznych. Nie miałam na szczęście, zresztą tak jak po Clo i Duphastonie. Jestem chyba odporna na działania niepożądane 😉
Międzyczasie zrobiłam sobie coś w kolano. Nie wiedziałam nawet co, bo nie miałam żadnego urazu, a kolano spuchnięte, czerwone i gorące… Wizyta u lekarza rodzinnego polegała na wypisaniu skierowania do ortopedy, bo leków z ibuprofenem brać nie chciałam. A kolejki do ortopedy na nfz to około 2,5 miesiąca. Ciężko leczy się u specjalisty w Polsce! :/
Nawet ginekolog zwrócił mi uwagę, że widzi na kolanie stan zapalny i… ostatecznie wylądowałam na pogotowiu! Tam kolejka na półtorej godziny. Ale wytrzymałam, obejrzał mnie chirurg – ortopeda, bardzo nie miły. Ale przynajmniej powiedział co mi jest: zapalenie kaletki przedrzepkowej prawej. Zalecenia: okłady z kwaśnej wody i lodu oraz nieprzeciążanie nogi. Żadnej recepty nie dostałam bo chyba wszystkie leki należą do tych niesteroidowych leków przeciwzapalnych, których brać nie chcę. Wróciłam do domu w opatrunku z altacetu na nodze (nawiasem mówiąc kiepsko szło (i idzie) mi to leczenie, bo mimo, iż kolano nie boli przy chodzeniu, to opuchlizna jeszcze nie zeszła do końca!).
Zestaw: Clo+Pregnyl+Duphaston
W piątek, 16 dzień cyklu, monitoring, ostatni na ten cykl. Sprawdzenie czy pęcherzyki wreszcie pękły. Ja nic nie czułam, żadnego bólu owulacyjnego, ale okazało się, że na pewno pękł pęcherzyk na prawym jajniku – było widać ciałko żółte. Co do pęcherzyka na lewym jajniku ginekolog nie był pewny na 100%, ale prawdopodobnie też pękł. Endometrium podobno ładne, ale nie zapytałam jakiej grubości.
Niby powinnam wyjść z tej wizyty zadowolona, ale chyba nie do końca tak było. Porozmawialiśmy chwilę o przyszłości, o tym co będzie jak teraz znów się nie uda. Mam mieć miesiąc przerwy od clo na regenerację jajników. Kazał mi również odstawić termometr i inne pomoce 😉 Wyluzować się i działać, ale bez szczególnego monitorowania. Później pewnie jeszcze 3 cykle na clo, bo max. 6 tak jak na początku rozmawialiśmy. Po nowym roku jeśli dalej nic nam nie wyjdzie czeka mnie zapewne laparoskopia… Mam torbiel endometrialną, być może endometrioza przeszkadza mi zajść w ciążę. A w ogóle to jeszcze spytał czy nie chcę inseminacji. Bo wtedy omija się szyjkę macicy, śluz który może zabijać plemniki i nasienie jest już wybrane w najlepszą armie…
Po rozmowie wyszłam stamtąd taka… nijaka. Ani zadowolona, ani smutna. Chyba taka rozbita. Trochę przerażona, że zachodzenie w ciążę to taki długi i skomplikowany proces. Trochę zła, że inni wpadają i nawet nie zdają sobie sprawy z tego co znaczy “starać się o dziecko”. Chyba też z pretensjami do świata, że jest niesprawiedliwy.
Ale dobrze, że trwało to tylko jedno popołudnie. Moje negatywne przemyślenia wyrzuciłam przez okno, pozbierałam się i teraz znów wierzę, mam nadzieję i staram się myśleć pozytywnie. Może już teraz nie tak bardzo optymistycznie jak przy początkowych staraniach, ale też nie całkiem pesymistycznie, że nie uda się nigdy. Chyba stałam się realistką pragnącą spełnić swoje marzenie. A przecież marzenia się spełniają, nie?



Dodaj komentarz