bicie serca

Przed operacją

Codzienność

Zanim podjęłam decyzję o laparoskopii, rozważałam czy warto. Czy może poczekać, przystąpić najpierw do inseminacji? Stres przed pobytem w szpitalu, strach przed operacją i narkozą, niepokój odnośnie tego co będzie po. Jednak jak to się mówi „strach ma wielkie oczy”. Nie wiem co teraz będzie, nie wiem czy uda się zajść w ciążę, ale na ten moment laparo uważam za jedną z najbardziej słusznych decyzji, jaką mogłam podjąć.

Ostatnio opisywałam Wam moje pierwsze dni w szpitalu. Może nie było bardzo sympatycznie, ale nie było też tak źle. Ciepło było, łóżko było, jedzonko też nie takie złe. 😉 Zapomniałam dodać, że codziennie dostawałam zastrzyki Clexane w brzuch – z tego co sama wyczytałam w Internecie – mające służyć profilaktyce przeciwzakrzepowej. Zastrzyki miałam codziennie od pierwszego do ostatniego dnia pobytu w szpitalu, czyli nawet po operacji. Zdarzyło się, że Panie pielęgniarki powiedziały, że nie mają za co złapać, co akurat było bardzo miłe 😀 Po zastrzyku zostawał lekki ślad (czerwona kropeczka w miejscu wkłucia)  – ale też w zależności kto go robił, bo czasem nie było nic. Chwilkę też bolało w tym miejscu, ale nie jakoś mocno. Ogólnie teraz po zastrzykach nie ma już żadnych pozostałości czy siniaczków.

W poniedziałek 6 marca od rana wszystko było inne niż przez ostatnie dni w szpitalu. Widać i słychać było większe poruszenie. Pani, która codziennie mierzyła temperaturę i ciśnienie w sobotę i niedzielę była po 6.00 – w poniedziałek już o 5.30. Obchód który na weekendzie był po 8.00 tego dnia już około 7.30. Jeszcze po 7.00 chodził najpierw jeden lekarz i orientował się kto, po co i dlaczego a dopiero później była oficjalna wizyta, gdzie obecny był sam Profesor i kilkanaście innych osób mu towarzyszących. On decydował czy dana osoba idzie dziś na badanie – dotyczyło to kobiet, które miały już wychodzić do domu, jak i tych które dopiero miały przystąpić do zabiegów i operacji.

W tej wizycie uczestniczyła również znajoma Pani doktor – ta u której odbierałam wyniki przeciwciał WZW B, czyli znajoma mojego ginekologa prowadzącego. Sama do mnie podeszła i zapytała jak się mam. Zdziwiłam się, że mnie pamiętała bo widziałyśmy się przecież tylko raz. Wspomniałam jej, że nie wszystkim spodobało się, że przyszłam w piątek, a ona uśmiechając się powiedziała, że trafiłam na doktora któremu mało co się podoba (też był obecny tego poranka 😉 ). Kazała się nie przejmować i zapewniała, że mój ginekolog wiedział co robi sugerując przyjście w piątek. On jest w szpitalu tylko we wtorki i środy, zatem gdybym przyszła w poniedziałek mogłabym na operację czekać do następnego tygodnia. Uspokoiłam się, bo ktoś dodał mi otuchy i upewnił w przekonaniu że jest ok.

Jeśli chodzi o badanie przeprowadzane przez Profesora – ja już to wiedziałam z krążących plotek, ale sam Profesor także to powiedział przed gabinetem: że jest nas dużo, żeby mu pomóc – żeby było szybciej – należy być w koszuli i szlafroku ale zdjąć majteczki a na fotelu słuchać co mówi 😉 Do badania wywołano mnie bardzo szybko, chciałam iść jeszcze do łazienki ale nawet nie zdążyłam. Byłam jedną z pierwszych badanych. W gabinecie mnóstwo ludzi, ale na szczęście w większości stojących z tyłu fotela. Od frontu „tylko” ze trzy osoby, ale nawet nie wiem dokładnie, bo wzrokiem ogarnęłam tylko jedną najważniejszą w postaci Profesora i na nim skupiłam uwagę. Był dość sympatyczny, gdy jakiś pomocnik przeczytał mu z czym przyszłam, spytał ile jestem po ślubie i czy może przystąpić do badania. Powiedział coś czego nawet nie wiedziałam bo żaden lekarz o tym nigdy nie wspominał: „macica w przodozgięciu pochylona w lewą stronę” – cokolwiek to znaczy – tak jest 😉 Dodał, że zostałam zakwalifikowana do operacji – laparoskopii wraz ze sprawdzeniem drożności jajowodów. Zeszłam z fotela i jak wychodziłam to dopiero wtedy tak naprawdę zwróciłam uwagę ile osób jest w tym pomieszczeniu 😉

Chwilę później zawołano mnie na prześwietlenie klatki piersiowej. Tam oczywiście trzeba zdjąć całą górną część odzieży, czyli być nago od pasa w górę. Należy zdjąć także wszelkie metalowe elementy (np. biżuterię) i „przytulić się” do urządzenia to znaczy stanąć przodem bardzo blisko tej specjalnej płyty. Pani ubrała mi jakiś fartuch na biodra (chyba mający chronić przed promieniowaniem) i kazała nabrać powietrza i chwilkę tak wytrzymać. RTG klatki piersiowej jest dość szybkim badaniem. Oczywiście bezbolesnym i nie wymagającym jakiegoś specjalnego przygotowania.

Nie wiem jak jest w innych szpitalach, ale w tym w którym byłam ja nikt raczej o niczym nie mówi i nie tłumaczy. Pewnie byłoby inaczej gdyby obecny był mój lekarz. Ale że go nie było nadal nic nie wiedziałam. Psychicznie nastawiona byłam na operację na środę. Tak przewidywaliśmy z ginekologiem zanim jeszcze poszłam do szpitala. Byłam przekonana, że mam jeszcze sporo czasu. O kwalifikacji do operacji dzień wcześniej kobiety dowiadują się… przy obiedzie – te które go nie dostają wiedzą że kolejnego dnia czeka ich operacja. Trochę to dziwne, że o ważnej dla mnie operacji informuje mnie salowa… Ale w moim wypadku było troszkę inaczej.

Około południa, jakąś godzinkę przed obiadem, spacerując po korytarzu spotkałam znajomą Panią Doktor. Nikogo innego bym nie zaczepiła, ale wiedziałam, że akurat ona mi odpowie. Spytałam czy wie czy są już rozpisane operacje. Sprawdziła. Były rozpisane na wtorek, 7 marca. A wśród tych nazwisk… moje! Gdy to usłyszałam zrobiło mi się gorąco, a akcja serca przyspieszyła. Psychicznie w ogóle nie byłam przygotowana na następny dzień a pierwsze o czym pomyślałam to to, że właśnie czekam na obiad, którego nie dostanę. Poleciałam zjeść serek homogenizowany, który został mi ze śniadania, bo byłam już  głodna! 😛 A wiedziałam że szybko posiłku nie otrzymam. Tak też było. Około godziny 13.00 ja i dwie moje koleżanki z sali nie dostałyśmy obiadu. Miałyśmy już nic nie jeść i pić jedynie wodę. Wiedziałyśmy już co nas czeka – między innymi lewatywa i picie ohydnego płynu, na smak którego wszystkie kobiety po zabiegach narzekały. Dowiedziałyśmy się też że po południu zmienimy salę – na tą na którą trafimy też po operacji. Spanikowana byłam tylko na początku, od razu jak się dowiedziałam o operacji oblały mnie poty, ale po poukładaniu tych wieści w głowie, wiedziałam że to dobrze. Przecież po to przyszłam, więc czym szybciej tym lepiej.  Szybciej będę miała to za sobą, szybciej wyjdę do domu i szybciej zapomnę, że coś mi dolegało. 🙂

W tym poście miałam zamiar opisać jeszcze szczegółowo przygotowania do operacji i samopoczucie po, ale sama nie wiem skąd nazbierało mi się tyle informacji. Powróciły wspomnienia i samo się pisze 😉 😉 😉 Aby Was nie zanudzić oraz by było czytelnie i łatwiej do odnalezienia tego co Was interesuje – pobytowi w szpitalu, a więc tego co wiąże się już z samą laparoskopią, poświęcę jeszcze jeden osobny post….

Mam nadzieję, że już ostatni 😉

Previous
Szpitalne przygody
Next
Laparoskopia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witaj!

Miło mi Cię gościć na moim blogu! Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Co spowodowało, że piszę? Pragnienie zajścia w ciążę, marzenie o macierzyństwie, staranie się o dziecko, niepłodność, często rozpacz i łzy oraz nieustanna nadzieja. Waiting4 to blog o codzienności życia Staraczki, opis leczenia, badań, wizyt u ginekologa i wielu innych. Zmagania, które zna niejedna kobieta planująca ciążę, a o których często nie mówi się publicznie. Serdecznie zapraszam!

Warto odwiedzić

edzieci.pl

Portal dla rodziców o ciąży, porodzie, zdrowiu, wychowaniu i rozwoju naszych dzieci. Artykuły, porady i ciekawostki zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

KobiecePorady.pl - Portal z poradami dla Kobiet

Portal dla kobiet. Każda z Pań znajdzie coś dla siebie od poradników urody, modowych, zdrowia, fitnessu, aż po porady z zakresu domu, zrób to sama oraz ogrodu.