O tym, jak wizyta u ginekologa stała się rutyną
Codzienność
No dobra. Mamy wyniki męża, mam swoją cytologię. Wszystko wydaje się być ok. Może oprócz leukocytów w nasieniu, które chyba mogą świadczyć o infekcji. Ale to musi potwierdzić ginekolog. Z własnych analiz: liczba i ruchliwość plemników w jak najlepszym porządku, prawidłowa morfologia – 10% również nie wydaje się zła. Tylko te leukocyty… Nie pozostaje nic innego, jak wybrać się do lekarza i walczyć dalej!
Wyniki odebrane 19 maja w czwartek musiały poczekać do poniedziałku (23.05), kiedy to mój nowy ginekolog przyjmuje w przychodni. Tak jak myśleliśmy lekarz potwierdził, że wyniki nasienia są dobre, ale przez te leukocyty trzeba wykluczyć infekcję, więc trzeba dodatkowo wykonać posiew nasienia. Czyli znów oddanie do pojemniczka i zawiezienie do laboratorium. Wiedziałam, że mój K. szczęśliwy z tego powodu nie będzie, ale cóż zrobić. Trzeba i już. Co do cytologii wątpliwości nie było, gdyż według rozpoznania wg systemu Bethesda miałam wynik AI i BI to jest: rozmaz odpowiedni do oceny oraz obraz cytologiczny mieszczący się w granicach normy.
Szósty cykl starań wyróżniał się bardzo zróżnicowaną temperaturą. Choć do porównania miałam tylko poprzedni cykl, ale w tym coś mi się nie podobało. Temperatura skakała jak chciała, wykres taki pokraczny.. więc korzystając z okazji poprosiłam o monitoring, czy może jest jakiś pęcherzyk, bo był to 11dc. Pan doktor żadnego dominującego pęcherzyka nie znalazł, co więcej wspomniał jedynie o torbieli, która nie bardzo mu się spodobała. Ale na razie do obserwacji.
Z tej wizyty nie wyszłam zbyt zadowolona. Cykl zapowiadał się jako bezowulacyjny, brak pęcherzyka dominującego, a w zamian tego tylko jakaś paskudna torbiel. Dodatkowo musiałam po raz kolejny zmobilizować mojego męża do oddania nasienia, by sprawdzić czy nie wdała mu się jakaś infekcja…
No i plan na następne tygodnie: |
Na kolejnej wizycie (za tydzień-30.05) sprawdzenie czystości pochwy – w ramach przygotowania do zabiegu hsg, czyli sprawdzenia drożności jajowodów.
Doktor przedstawił mi dwie opcje tego badania: I. w szpitalu – przychodzę rano, tam podają mi znieczulenie ogólne i wykonują zabieg w narkozie. Wychodzi się tego samego dnia, ale po południu. II. Zabieg sono HSG wykonany w gabinecie, na tabletkach przeciwbólowych, ale trwa około 15-20 minut i po tym jestem zdolna do normalnego funkcjonowania. Lekarz chciał napisać skierowanie do szpitala, ale wybrałam opcję w gabinecie bez narkozy. Stwierdziłam, że jeśli mam przetrwać poród to i na takie badanie muszę znaleźć siłę.
Badania, badania, badania…
Tak jak sądziłam mężowi nie spieszyło się do oddawania nasienia po raz kolejny. Na weekend wyjechaliśmy do domu rodzinnego, a po nim znów poniedziałek i moja kolejna wizyta u ginekologa… Badanie czystości pochwy – identyczne jak badanie do cytologii – po prostu pobranie wymazu. Tego samego dnia temperatura niewiarygodnie podskoczyła, co teoretycznie wskazywałoby na owulację! Ale że u lekarza byłam poza kolejką wizyta była krótka więc już nie dopytywałam o USG. Uzgodniliśmy, że po wynik mam przyjść za tydzień tj. 6 czerwca (który to już raz?) i że do tego czasu mąż powinien zrobić posiew, żeby mieć już obraz całej sytuacji.
Ponaglona przez doktora kupiłam kubeczek i poprosiłam K. o wykonanie tego, co trzeba. Następnego dnia, tak jak i wcześniej, podwiózł mnie pod laboratorium, a ja zaniosłam kubeczek z żołnierzami. Na wyniki posiewu trzeba jednak poczekać kilka dni, więc odebrałam je w kolejny poniedziałek – przed swoją wizytą ginekologiczną. Cena tego badania to 45zł (mój lekarz nie mógł wystawić skierowania mężowi, a żeby je dostać musiałby udać się do urologa, a to trwałoby wieki lub prywatnie kosztowałoby jeszcze więcej).
Tak więc wyniki odebrałam 6 czerwca, a oto co było na nich napisane:
„Posiew nasienia: WYNIK UJEMNY.
Wyhodowane drobnoustroje reprezentują florę skóry. Brak wzrostu grzybów.”
Z tego wywnioskowałam, że jednak chyba wszystko z moim mężem ok. Gorzej, gdy zobaczyłam swoje wyniki biocenozy pochwy: „WYNIK WĄTPLIWY.
Ocena tzw. czystości pochwy wg. Skali IV-stopniowej. Stopień II/III. Granica stanu fizjologicznego. W rozmazie obecne nieliczne pałeczki kwasotwórcze oraz nieliczne bakterie Gram-ujemne i poj. leukocyty.”
Kiedy na wyniki spojrzał lekarz swoim fachowym okiem, stwierdził, że z mężem jest wszystko dobrze. Badanie nasienia i posiew wyszły prawidłowo. Co do mnie trzeba dodatkowo jeszcze zrobić wymaz z pochwy, aby na 100% wiedzieć czy jest dobrze, bo tak jak było napisane na kartce z laboratorium „wynik wątpliwy”. Więc mało przygotowana na to, że będę tego dnia musiała się rozbierać po raz kolejny musiałam wykonać badanie. I po raz kolejny po jego wynik zgłosić się za tydzień! Zapobiegawczo miałam zaaplikować sobie lek o nazwie Lactovaginal w celu przywrócenia prawidłowej flory bakteryjnej pochwy. Jeśli wynik wymazu byłby zły to wtedy miałam dostać jeszcze jakąś receptę, ale wtedy być może i zabieg HSG musiałby się przesunąć…
Takim sposobem w krótkim czasie zaliczyłam kilka cotygodniowych wizyt. Zaczynałam czuć się przy moim lekarzu coraz bardziej normalnie 🙂 i z każdą kolejną wizytą nie waliło mi serce jak na początku. Ginekolog stał się dla mnie lekarzem, jak każdy inny, a wizyty w gabinecie przestały być czymś mega stresującym. Zaczęłam się do tego przyzwyczajać, bo to nie był przecież jeszcze koniec….




1 Comment
Wkrótce się uda ❤ Najważniejsze, że lekarz w końcu odpowiedni i masz plan działania 🙂