Niepłodność
Codzienność
Nadal nie lubię tego słowa, choć już je chyba zaakceptowałam. Niepłodność jest częścią mojego życia, więc przestałam traktować ją jak wroga. To fragment mojej historii i czy tego chcę czy nie towarzyszy mi od dłuższego czasu. A czy mając w codziennej wędrówce nieprzyjaciela przy sobie można żyć dobrze?
Czym jest niepłodność
O niepłodności mówi się, gdy para regularnie współżyje (bez żadnych środków zabezpieczających) i w ciągu roku nie zachodzi w ciążę. Dla kobiet powyżej 35. roku życia ten czas jest jeszcze krótszy i mówi się o pół roku starań – po takim czasie para powinna zgłosić się do specjalisty.
Kiedyś mówiąc o niepłodności winą za tę sytuację obarczało się w szczególności kobietę. Należy pamiętać, że problemy z płodnością mogą leżeć po stronie zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Coraz częściej mamy do czynienia z niepłodnością kobiecą i niepłodnością męską. Istnieje również niepłodność idiopatyczna, gdzie przyczyna niepłodności nie jest jednoznaczna. Niby wszystko jest w porządku, wyniki w normie, a ciąży nie ma.
Codzienność w niepłodności
Kiedy staramy się o dziecko dopadają nas sytuacje trudne. Skrajne emocje. Często płacz, złość, zazdrość, myśli o ciąży, obwinianie siebie i swojego partnera za zaistniałą sytuację, są na porządku dziennym. Czas z niepłodnością, wydłużający się w nieskończoność czas starań o dziecko prowadzi także do wycofywania się z grona znajomych posiadających dzieci, zamykania się w sobie, lęku przed odrzuceniem, poczucia wstydu. Doprowadza do tego, że człowiek myśli o sobie jak o kimś niepełnowartościowym. Niestety niepłodność wkrada się w wiele aspektów naszego życia, nie tylko tych domowych, ale także w relacje społeczne, życie zawodowe. Po cichu, w samotności walczymy, nie przyznając się i wstydząc jednocześnie, że mamy taki problem. Niepłodność często zabiera nam radość z życia, pochłania nasze zaoszczędzone fundusze, a tym samym każe nam wybierać spośród naszej hierarchii wartości. Sama w sobie jest sytuacją stresową, której ciężko się pozbyć…
Codzienność w niepłodności jest trudna. Ale sądzę, że po trochu nauczyłam się z nią żyć. Najpierw traktowałam ją jako „coś”. Coś nienazwanego, problem z zajściem w ciążę. Później przedłużające się problemy, wydłużające się starania. Dopiero po jakimś czasie byłam w stanie i byłam gotowa nazwać to w prawdziwy sposób. Choć nadal ciężko jest mi powiedzieć, „jestem niepłodna” to samo słowo niepłodność przychodzi łatwiej. Było moim wrogiem przez pewien okres czasu. Jasne, że teraz nie jest moim przyjacielem, ale jednak jest towarzyszem tej całej niedoli. I ja z tym towarzyszem muszę żyć.
Nie mogę codziennie płakać jaki świat jest okrutny, dlaczego to mnie spotkało. Trzeba pozwalać sobie na upust tych negatywnych emocji, ale nie można się tylko w nich zamykać. Przecież dookoła nas dzieją się też rzeczy dobre, takie z których możemy, a nawet powinnyśmy się cieszyć. Powtarzam sobie: „Doceniaj to co masz, zapomnij czego nie ma”. Ciesz się i żyj. Nie można rezygnować z życia, bo… może za miesiąc, za dwa się uda i będę w ciąży. Nie zarezerwuje dziś biletów lotniczych na za pół roku, nie zaplanuje sobie kolejnych wakacji, nie zrobię tego i tamtego. Przyznam się Wam, że miałam takie myślenie. I wcale nie było dobre. Zrezygnowałam z czegoś na rzecz ciąży, w którą do tej pory nie zaszłam. Dlatego na bazie swojego doświadczenia mówię Wam, że nie warto. Odkładać wszystkich swoich pragnień, marzeń i planów dla tego jednego. Nie chcę już pozwolić, aby niepłodność zabrała mi radość z życia, ze spełniania się. To endorfiny, czyli hormony szczęścia, a nie stres i ciągłe zmartwienia, są przecież nam tak bardzo w okresie starań o dziecko potrzebne.
Blog – starania o dziecko, ciąża, niepłodność…
Ostatnio miałam sytuację w której musiałam obcej osobie odpowiedzieć na pytanie, jakiego prowadzę bloga. W pewnej chwili się zawahałam, nie wiedziałam co powiedzieć, by zabrzmiało to dobrze. Uważam, że chyba był to po prostu wstyd… z którym ciężko jest wygrać. Ale przyznałam się i szczerze powiedziałam o czym jest to blog. O pragnieniu ciąży i walce z niepłodnością. Niepłodność to część mnie, część mojego małżeństwa. I moment w którym to powiedziałam publicznie uważam za moment akceptacji tej sytuacji. Wstyd często jest jedynie emocją subiektywną i naszą oceną sytuacji. To czego ja nie chciałam powiedzieć i wstyd mi było się przyznać okazało się dla drugiej osoby zupełnie normalne. Niepłodność to przecież problem społeczny.
Czy będzie teraz łatwiej odpowiadać na pytania wśród rodziny: „a kiedy Wy”, „postaralibyście się” itp. – nie wiem. Może łatwiej powiedzieć jest coś osobie obcej niż bliskiej? Już nieraz miałam ochotę powiedzieć w rodzinie jak jest, ale coś mnie hamowało. Teraz powoli mam już dość udawania i powtarzania, że to jeszcze nie czas… Mówienie o swoich trudnych emocjach, o tym czego się wstydzimy pewnie będzie dla nas bolesnym doświadczeniem, ale czy przyznanie się do naszego problemu nie będzie też uwalniające?



7 komentarzy
Wiesz, tak naprawdę niepłodność to żaden wstyd, inność itp. Jest to część Ciebie i Twojego męża i świetnie, że uczysz się to zaakceptować. Jest to po prostu biologia, na nią nie mamy wpływu. Może zajdziesz w ciąże za tydzień, a może za rok, a może za 10 lat.
Moja koleżanka zaszła w ciąże w wieku 39 lat, po 16 latach małżeństwa. A starali się od początku. Teraz mają śliczne, 3-letnie dziecko i są szczęśliwi. Ale w poprzednich latach, gdy nie udawało im się – to też byli szczęśliwi, korzystali z życia, cieszyli się z drobnostek, aż wreszcie, niespodziewanie im się udało.
Inna moja koleżanka – ma dwie siostry przyrodnie. A wiesz czemu przyrodnie? Bo jej mama myślała, że jest bezpłodna. I zaadoptowała 2 dzieci. A potem niespodziewanie zaszła w ciąże.
Są też inne osoby, jedna zaszła w ciąże w wieku 20 -lat, urodziła śliczne dziecko. A potem przez 16 lat sie starała o kolejne i już w kolejną ciążę nie zaszła.
Tak więc nie ma reguły, nawet jak wszystko wskazuje że się jest bezpłodnym, że nie ma szans na ciążę – to ona się może pojawić.
Ale najważniejsze – nie myślmy tylko o ciąży. Ciesz się życiem, mężem, wakacjami, planuj podróże, następne lata itd. A jak się ciąża pojawi to wtedy skorygujesz plany wakacyjne , hobbistyczne itd
A co do obcych ludzi, rodziny , znajomych. Większość z nich potraktuje to jako biologię – jest to problem społeczny, wiele rodzin z tym się boryka i taka jest natura. Nikt nie będzie Ciebie winił, oceniał itd. To po prostu natura.
Głowa i cycki do góry, będzie dobrze
Tak, racja, że wszystko może się zdarzyć. Wcześniej sądziłam, że po prostu za chwilę zajdę w ciążę, więc nie ma sensu planować innych rzeczy. Później zderzyłam się z rzeczywistością i teraz wiem, że nie warto poświęcać wszystkiego i podporządkowywać życia dla jednego celu. Życie jest tylko jedno i szkoda byłoby go zmarnować na codzienne zmartwienia z powodu niepłodności. Trzeba żyć i cieszyć się życiem. I musi być dobrze ❤
Ja wciąż wypieram to słowo z głowy i z serca…
Wiem, że to trudne, żeby pogodzić się z tym jak jest… Ale też nic na siłę. Przyjdzie czas i na akceptację. A najlepiej by przyszedł już czas, ale na ciążę ❣❣❣
U mnie najbliżsi tylko wiedzą i najlepsze koleżanki, teściowie cokolowiek, w pracy im mniej, tym lepiej 😉 według mnie obcym łatwiej się wygadać i opowiedzieć o problemach, rzadko się później widzicie i nie ma się myśli, że cały czas patrzą i postrzega Cię przez pryzmat tego o czym powiedziałaś – przynajmniej mi. Ja przez pierwszy rok nie miałam wcale ciśnienia, ale jak po roku zaczęłam się leczyć i nadal nic, zaczęłam przyswajać, że to jednak jest jakiś problem i mieć coraz większe ciśnienie, bo dlaczego nadal nic, skoro inni na forum pisali, że po 2-3 miesiącach leczenia zachodzi się w ciąże, a ja nie?!
P.S. Byłam w szpitalu, laparoskopii mi nie zrobili ze względu na moje problemy z sercem i nadal nie wiem na czym stoje… Jajowody na pewno drożne, ale czy nie mam endometriozy nie wiem i niestety nie mam jak sprawdzić 🙁 i co dalej? Nie wiem co zdecyduje mój lekarz prowadzący…
Mimo, że niepłodność to problem powszechny, to mało się o nim mówi i to chyba właśnie powoduje, że nie chcemy o tym rozmawiać, nie chcemy pytań, rad ani współczucia..
Przykro mi, że najadłaś się stresu, a laparoskopia się nie odbyła 😐 Twoje zdrowie całkowicie wyklucza narkozę? Mam nadzieję, że lekarz jakoś dobrze Cię pokieruje dalej… ♥
Nie wiem tego do końca, znieczulenie jakieś chyba mogę mieć, bo kardiolog powiedział, że do ciąży nie ms przeciwwskazań, ale na pewno zakończenie przez cięcie cesarskie, więc raczej na żywca ciąć mnie nie będą, o ile w ogóle do tego dojdzie…