Mamy problem…
Codzienność
Ten post będzie bardzo szczery. NIE, szczery to złe słowo. Każdy jest szczery. Ten będzie zatem bardzo osobisty…
Mamy z mężem problem. Dość duży problem. „Będziemy uprawiać dużo seksu, a w dodatku z możliwością poczęcia dziecka. To będzie wspaniałe!” – tak myślałam – jakieś 1,5 roku temu. Teraz wiem jak bardzo moje wyobrażenie różniło się od rzeczywistości.
Seks w pewnym momencie przestał być przyjemnością, a w określonych dniach zaczął być zadaniem do wykonania. Podobno to mężczyźni do każdej sytuacji podchodzą jak do zadania, w tym wypadku jest inaczej. Chyba to ja zaczęłam traktować seks i poczęcie dziecka jak zadanie – w określone dni w miesiącu kobieta ma dni płodne – więc ten czas TRZEBA wykorzystać! W inne dni kiedy mamy ochotę oczywiście też, ale przede wszystkim w TE dni kiedy szanse na poczęcie są największe. I tu pojawia się problem.
Problem, który z przerwami przerabiamy już kilka miesięcy. Opór mojego mężczyzny na seks w dni płodne. Antyradar, czy coś w tym stylu. I właśnie wtedy, przez te około 7 dni albo wypada nam kłótnia, obrażanie na siebie, albo na przykład mąż zmęczony, nie ma siły.. albo mu się nie chce. Nie bo nie…
A ja? Ja wtedy nie wiem co ze sobą zrobić. Zirytowana tym, że biorę garści tabletek, faszeruje się chemią, chodzę do ginekologa kilka razy w miesiącu, nie młodnieje z każdym dniem, a endometrioza w każdej chwili może znów dać o sobie znać.. wpadam we wściekłość i jeszcze bardziej się złoszczę. Bo dlaczego ON tego nie rozumie?!
Wiadomo, że nie zawsze w związku jest cukierkowo, zdarzają się kłótnie. Ale czy nie po to jest rozmowa? Przecież można wszystko sobie wyjaśnić. Ja rozumiem, że facet może się czuć jak dawca nasienia, ale czy zastanawia się jak ja się czuje? Czy dla mnie to przyjemność? Te wszystkie wizyty, leki, leczenie? To, że moja psychika siada, że czuje się źle sama ze sobą, że nie potrafię tak po prostu zajść w ciążę? Że mam myśli o tym, że jestem jakaś niepełnowartościowa, że zajście w ciążę, jest dla mnie nieosiągalne?
Niestety mój mąż wrócił do swojej starej strategii przetrwania, czyli nieodzywania się. Cisza. Przerażająca cisza, która niczego nie rozwiązuje. Jestem przekonana, że wina leży po obu stronach. Ja zaczęłam traktować seks mechanicznie, na jakichkolwiek zbliżeniach zależy mi w szczególności między 10 a 15 dniem cyklu. Czasem zapominam w tym wszystkim co może czuć on. Ale czy on zastanawia się jak czuje się ja? Ja po prostu chciałabym spełnić marzenie, a z każdym dniem mam wrażenie że staje się ono coraz bardziej nieosiągalne.
W tym cyklu, jak dawno, nie zdarzyło się nic. Żadnych ♥♥♥ w okresie okołoowulacyjnym. Brałam Clo na owulację, brałam estrogen na lepsze endometrium i śluz. Acard na lepsze ukrwienie macicy. I co? Nic, zupełnie nic. W domu panowała taka atmosfera, że nie było mowy o jakimś zbliżeniu. Jeszcze ja od początku maja mam ciągle jakieś sytuacje stresowe. Nic nam nie sprzyjało. A mi tak strasznie ciężko się z tym pogodzić.
W 14dc byłam umówiona do gina – milion razy rozważałam czy pójść. Ostatecznie poszłam by porozmawiać, być może pożegnać się na jakiś czas. Okazało się, że mój lekarz nie znalazł żadnego pęcherzyka, najprawdopodobniej było już po owulacji, ale też jakoś nie potwierdził tego w 100%. Poprzedniego dnia bolał mnie jajnik z lewej strony i gin niby znalazł jakiś ślad właśnie po lewej stronie… Zresztą nawet mocno nie dopytywałam, bo wiedziałam, że niczego nie było i niczego z tego nie będzie.
Wspomniałam, że jestem umówiona po połowie maja do pani ginekolog, która zajmuje się niepłodnością i przyjmuje tez w klinice. Ale nie wiem czy iść, czy może powinniśmy zrobić sobie przerwę, ponieważ chyba już nie dajemy rady w tym wszystkim. Mój gin kazał iść, iść do nowej pani doktor, iść za ciosem i się nie poddawać. Jeśli zdecydujemy się jednak na inseminację, to jakie tylko badania będzie mógł zlecić to zleci na NFZ.
Tylko co z tego jak w mojej głowie krążą myśli czy mój mąż na pewno tego dziecka chce? Jest mi tak strasznie ciężko z tym, że chyba moje pragnienie dziecka przysłoniło mi wszystko inne. Chciałabym, żeby dziecko poczęło się tak po prostu, z miłości, a nie z mechanicznego seksu wyznaczonego dniami płodnymi. Jest to przykre, że seks stał się dla nas jakimś obowiązkiem. Coś się popsuło. Tylko teraz nie wiem jak to wszystko naprawić.
Złoszczę się też czemu mąż nie rozumie, że endometrioza może wrócić i cała diagnostyka zacznie się od początku. Że z każdym dniem, miesiącem nie będzie coraz lepiej, tylko coraz gorzej… Że powinniśmy to jakoś przegadać i iść dalej. A nasze rozmowy jakoś nie dają nam siły, motywacji, a wręcz przeciwnie – tylko jeszcze większe rozczarowanie.
Dziecko to moje wielkie, niespełnione dotąd marzenie. Ale chciałabym żeby było nie tylko moje. NASZE – nasze marzenie. W jednym miesiącu sądzę, że tak właśnie jest, a w drugim mam wątpliwości. Czuję się źle ze sobą, a to niefajne uczucie. Coraz gorzej to wszystko znoszę. A myśl o inseminacji wcale nie jest dla mnie napawająca optymizmem, a wręcz przeciwnie. Co jeśli ona także by się nie udała? Jedna, druga, trzecia…? Ale zanim do niej ewentualnie dojdzie to my musimy dojść do porozumienia. A ja muszę postarać się wrócić do normalnego życia.
Czy Wy też macie tyle wątpliwości? Czy Wasi mężowie/ partnerzy współpracują? Macie w nich oparcie? Jak sobie radzicie w tej całej sytuacji? Boję się, że my doszliśmy do jakiejś ściany. I nie umiemy jej pokonać 🙁



4 komentarze
Jakbym widziała nas, tylko,że to ja nie mam ochoty na seks w dni płodne.Włącza mi się jakaś blokada i albo się kłócimy, albo jestem zmęczona, albo mnie coś boli.Zdaniem mojego partnera mielibyśmy dzieci, gdyby nie moje ciągłe wymówki;)Seks stał się zadaniem,planem do wykonania.
Witamy ! . Jesteśmy bezdzietnym małżeństwem katolickim z około kilkunastolenim stażem małżeńskim . Nasz czas już bardzo dawno minął . Jesteśmy w dość zaawansowanym wieku ( posunięci w latach ) . Już dawno nie myślimy poważnie o rodzicielstwie . Nie przywiązujemy do tego zbytniej wagi . Nie zależy nam na tym . Nadzieja minęła bezpowrotnie . Nasza bezdzietność z biegiem lat coraz mniej nas boli . Po prostu przyzwyczajiliśmy się do takiego stanu . Nic nam nie pozostało , jak pogodzić się z tym i zaakceptować to . Rodzicielstwo , niekoniecznie biologiczne , można realizować na wiele różnych sposobów , między innymi po przez adopcję . Serdecznie pozdrawiamy .
BSW: Niestety życie nie zawsze układa się nam tak jakbyśmy chcieli. Jednak myślę, że należy zaakceptować to i cieszyć się tym, co się już posiada. I oczywiście realizować się jako rodzic można również poprzez adopcję. Tylko wydaje mi się, że wielu osobom trudno podjąć taką decyzję… Potrzeba do niej wiele odwagi. Również Was pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!
Tangerina: Wydaje mi się, że trudno jest zapanować nad tym, by seks podczas długotrwałych starań czy może nawet ogólnie starań, był tak samo namiętny i spontaniczny, jak przed podjęciem tej decyzji :/