Jesienne przygnębienie?
Codzienność
Ojj… ostatnimi czasy nie jest dobrze. Jesienne przygnębienie? Chandra? Depresja? Ciągłe nerwy, stres, płaczliwość, przykre myśli. Co to? I czy w ogóle ma coś wspólnego z obecną porą roku? Same pytania, a żadnych odpowiedzi.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Czuje się jakbym rozsypała się na kawałki. Dawno tak nie miałam. Nawet nie wiem czy kiedykolwiek coś podobnego się ze mną działo. Wszystko mnie irytuje, denerwuje, przygnębia. Chodzę zła i sfrustrowana. Nic mi nie wychodzi. Próbuje skupić się na pracy – nie mogę. Próbuje się odprężyć to czuje ścisk w środku. Ciągle czuje się zestresowana…
Ten cykl jest bez leków: bez Clo, bez Duphastonu. Bez mierzenia temperatury. Miał być na regenerację. A czuje się jeszcze gorzej niż dotychczas. Czytałam, że niektóre kobiety zażywając Clostilbegyt miały stany depresyjne.. Czy u mnie to nastąpiło bez brania leków? :/
Relacje z mężem też nie najlepsze. Jak się sypie to wszystko. No i gdzie ten optymizm? Gdzie blog, po którego przeczytaniu będziesz się uśmiechać i wierzyć, że się da, że się ułoży, że będzie dobrze? Przez to też jestem zła. Ale nie będę Was oszukiwać, że jest kolorowo – bo nie jest. Wydłużające się starania nie działają dobrze na mnie. Myślę że na mojego męża również. Ten cykl wcale nie jest regenerujący – może jajniki się tam regenerują, ale nie głowa. Głowa pęka od przeróżnych myśli.
Niby cały czas wierzę, że kiedyś nam się uda. A czasem przychodzą myśli, że może już zawsze będziemy sami. Że nie uda się naturalnie, inseminacji spróbujemy, a jeśli to nie pomoże to na in-vitro nas nie stać. Staram się te myśli odrzucać, ale czasem wracają nieproszone. Wiem że prawie rok starań to jeszcze nie tragedia, że przecież zdrowej parze może zająć to 12 miesięcy i uznaje się to za normalne! Ale gdy do tego roku coraz bliżej to częściej przychodzą myśli, że jednak coś nie tak. Skoro nasienie męża w porządku, to znaczy nie tak ze mną…
Nie umiem określić tego stanu który aktualnie przeżywam, po prostu nie potrafię. Teraz jestem w połowie cyklu. Zamiast tryskać energią, czuję smutek. Relacje z mężem też nie idą najlepiej więc za bardzo na ten cykl nie liczę. Trudno. Poważnie rozważam odpuszczenie sobie jeszcze przyszłego cyklu. Nie chcę bezsensu faszerować się tabletkami. Muszę dojść do ładu ze sobą, muszę uspokoić nasze relacje z K., bo czuje że atmosfera jest napięta.
Nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale nawet odpuściłam sobie forum. Wsparcie, które się dostaje od osób w podobnej sytuacji jest wielkie, dlatego nie myślałam, że kiedyś przestane się udzielać. A to przyszło dość szybko. Sama nawet nie wiem czemu. Muszę zrobić sobie przerwę od wszystkiego.
Dziś kiedy to piszę, jest już lepiej. Ostatni tydzień był dla mnie bardzo męczący i przygnębiający. Płacz, płacz i jeszcze raz płacz. Mam nadzieję, że naprawdę pogoda na mnie zadziałała. Że już przyzwyczajam się do jesiennej aury i wyjdę z tego szybko. Chwilowy dołek i spadek formy. Ale przecież trzeba się podnieść, mimo wszystko.
Dobra, pozytywna energio wracaj! ♥
Pomożecie wrócić do formy?




Dodaj komentarz