Im bardziej w życiu ma się pod górkę, tym piękniejsze będą później widoki
Codzienność
Ta myśl towarzyszy mi od dawna. Na pewno odkąd stworzyłam sobie to miejsce – bloga, a tak naprawdę jeszcze dłużej. Sumując to od ponad roku. Od kilkunastu miesięcy wierzę i mam nadzieje, że jeśli uda mi się już wejść na tą górę, to później widoki z niej będą nie do opisania – będą po prostu piękne, a ja stanę się w pełni szczęśliwa. Widoki ze szczytu bez wątpienia są przepiękne, ale czy niżej na pewno nie znajdziemy równie zachwycających krajobrazów?
Początkowo swoją górę postrzegałam może jako pagórek… górkę, potem górę, a teraz to już sama nie wiem. Chyba bardzo wysoki szczyt do którego droga jest niewiarygodnie stroma i kręta. Ciągle nią idę, nie poddaje się, ale czasami brakuje sił. Czasem muszę odpocząć. Posiedzieć chwilkę w miejscu, żeby nabrać energii, by iść dalej. A gdy się dobrze rozejrzę to nie tylko widok ze szczytu jest piękny. W trakcie tej drogi także mijam wiele wspaniałych widoków i cudownych krajobrazów. Tylko muszę się rozejrzeć wkoło. Chcieć je zobaczyć. Otworzyć klapki z oczu, które widzą tylko jeden cel na samym szczycie.
Przeczytałam ostatnio sentencję, że jeśli mając to co mam, nie jestem szczęśliwa, nie będę też, gdy uda mi się zdobyć wszystko czego mi brakuje. I coś w tym jest. Bo nie doceniając tego, co mamy aktualnie, nie będziemy szczęśliwi jeśli osiągniemy to czego na dzień dzisiejszy nam brakuje – bo znajdziemy sobie coś innego, czego pragniemy, co byśmy chcieli, a czego nie mamy. Zapomnimy, że osiągnęliśmy już tak wiele i znów myśli skupimy na tym czego nie ma.
Doceniajmy zatem to co nam się przytrafia dobrego, celebrujmy wspaniałe chwile, zapamiętujmy piękne momenty. I cieszmy się życiem. Bo nikt nam nie zwróci czasu, który zmarnowaliśmy na zamartwianie, łzy i nienawiść do świata.
Oczywiście wiecie, że nawiązuję do starań o dziecko. Idę drogą, czasem dziurawą, czasem prostą. Czasem stromą, czasem krętą. Czasem wspinam się w górę, czasem schodzę w dół. I to nic dziwnego, że niekiedy po prostu brakuje sił, by kroczyć dalej. Trzeba usiąść, wyprostować nogi, napić się wody. Potem pełnym energii wstać i podążać do zamierzonego celu. Niepłodność to ciężka wędrówka. Pełna jest przeszkód, ale też można podczas niej znaleźć wiele środków prowadzących do naszego celu. Można zdobyć mnóstwo cennych informacji, zdobyć wiele nowych doświadczeń, na drodze spotkać wspaniałych ludzi. Dzięki niepłodności stałam się mądrzejsza i bardziej dojrzała. Zdecydowanie lepiej znam swoje ciało. Poznałam fantastyczne dziewczyny, których niestety podobny problem dotyka bądź dotknął – bo na szczęście część z nich tuli już maluszki w ramionach albo czeka na ich przyjście na świat. Zyskałam zaufanego lekarza. Stałam się bardziej cierpliwa. I wiem, że w życia nie da się przewidzieć. Oprócz wielu wylanych łez i negatywnych emocji, problemy z płodnością dały mi bardzo dużo nowych doświadczeń. No i między innymi tego bloga.
Warto zastanowić się czy widzimy tylko jeden cel i tylko jedna droga prowadzi na szczyt? Może gdy się rozejrzymy zobaczymy coś czego wcześniej nie dostrzegaliśmy? A może czasem warto jest po prostu odpocząć w trakcie podróży?
Mój odpoczynek pozwolił mi dostrzec jak mój związek rozkwitł. Jakiego cudownego mam męża, który stara się zrobić wszystko bym była szczęśliwa. Na pewne rzeczy nie ma wpływu, więc robi inne, aby nam się dobrze żyło. Zaczęłam zauważać drobne rzeczy, które wcześniej były przysłonięte tylko przez jeden, nieosiągnięty do tej pory, cel. Nie znaczy to, że zapomniałam o pragnieniu bycia mamą, o marzeniu o macierzyństwie, o tym że tak bardzo chciałabym doświadczyć bycia w ciąży. Nie – nie zapomniałam. Moje myśli nadal krążą po głowie, nie umiem ich z niej wyrzucić. Ale to, że o tym myślę nie znaczy, że jest to moją obsesją. A przez moment chyba było. Nic więcej nie widziałam, nie słyszałam. W mojej głowie był tylko jeden cel i jedna droga. Nadal będę starała się go osiągnąć. Bo nie chce porzucać swoich marzeń. I będę do nich dążyć. Ale jestem już mądrzejsza i otworzyłam oczy.
Teraz wiem, że szczęśliwa mogę być już teraz. Nie tylko gdy dojdę na szczyt, ale również w drodze do niego.
P.S zdjęcie, będące inspiracją dla tego wpisu jest autorstwa mojego męża – z naszej ostatniej wycieczki w Bieszczady 🙂 W szóstą rocznicę ślubu wspólnie dążyliśmy na szczyt ❤❤❤



Dodaj komentarz