niepłodność odpuścić i wyluzować

Dzień za dniem

Codzienność

Siedzę z otworzonym oknem notatnika i patrzę na pusty dokument. I zastanawiam się jak zacząć. I piszę to, co właśnie napisałam. Chciałabym… tak bardzo bym chciała, napisać tu wreszcie coś dobrego, pozytywnego, coś co podniesie na duchu i mnie i Was. A wydaje mi się, że ciągle czytacie to samo.

Emocje podczas starań

Na pewno psychicznie czuję się lepiej (co zresztą też już powtarzałam 😉 ), odżyłam trochę. Uśmiecham się, spotykam ze znajomymi, wychodzę z domu, mijam kobiety z wielkimi brzuchami (ostatnio cztery w ciągu jednego krótkiego spaceru! :O ), widzę mamusie z małymi dziećmi. Nie powiem Wam, że nic wtedy nie czuję, bo to byłaby nieprawda. Przychodzi mi szczególnie jedna taka myśl do głowy, skierowana do tej kobiety – matki – tej obecnej czy też przyszłej: „Czy zdajesz sobie sprawę, jakie masz szczęście? Mam nadzieje, że tak, bo masz ogromne”. Chyba nie mogę tego nazwać zazdrością. Kiedyś zazdrościłam, złościłam się na świat i zadawałam pytanie „dlaczego?!”, w tym momencie chyba już nie. Może wynika to z tego, że w głowie poukładałam sobie już pewne rzeczy. Oczywiście nadzieja jest zawsze, ale wiara w to że uda się zajść w ciąże naturalnie jest już chyba niewielka. Chociaż z drugiej strony nadal przecież wierzę w cuda i wiem że w przyrodzie wszystko jest możliwe. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale dzięki temu co sobie przemyślałam czuję się spokojniejsza.

Wydaje mi się, że mogę powiedzieć, iż radzę sobie teraz. I mam nadzieję, że nie są to tylko moje złudzenia. Wiem, że jeśli podejdę do inseminacji i wtedy spotka mnie kolejne rozczarowanie to będzie płacz, żal i wielki smutek. Wiem to już teraz, bo każde wprowadzenie nowości, pójście inną drogą – czy to będzie znalezienie nowego lekarza, który będzie wydawał nam się kompetentny, czy wprowadzenie nowego leku, IUI czy in vitro – każda nowa rzecz, którą robimy by zajść w ciążę, daje nowe nadzieje. Czy tego chcemy czy nie. Przy zabiegach takich jak inseminacja lub in vitro ta wiara zapewne jest jeszcze większa. Ale niestety przy nieudanej próbie porażka może być równie bolesna, jak początkowa wiara w to że w końcu zobaczymy upragnione dwie kreski.

Obecnie nadal nie czuję, że to jest ten moment. Moment na poważne decyzje – na klinikę i podejście do inseminacji. Nawet nie potrafię powiedzieć czy zdecydujemy się po wakacjach, na koniec roku czy na wiosnę przyszłego. Nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie „kiedy?”.

Moja koleżanka, której poleciłam rok temu swojego ginekologa, która również walczyła o ciążę, chodziła na monitoringi, brała CLO, Pregnyl i miała do czynienia z endometriozą jest już w 22. tygodniu ciąży. O tym nie lubię myśleć, choć cieszę się że wszystko u nich dobrze i już w grudniu będą we troje. Ale nie lubię myśleć o tym, że za nią już połowa ciąży, a ja się nie ruszyłam z miejsca. Nie lubię się porównywać. To wzbudza we mnie negatywne emocje. Ale to, że u nich będzie niebawem mała kruszynka bardzo mnie cieszy – pokazuje, że można wygrać z niepłodnością i tą wstrętną endomendą.

Wracając jednak do mojej koleżanki, która nadal chodzi do tego „naszego” ginekologa – powiedziała mi ostatnio, że on w sierpniu wybiera się na urlop. A miałam plan podejść do niego na takie kontrolne USG i również między innymi po zapas Euthyrox’u na tarczycę. Miałam zamiar zrobić to w przyszłym cyklu, ale gdy dowiedziałam się o jego planowanych wakacjach przyspieszyłam wizytę. Stwierdziłam, że jak mam iść to już lepiej tak okołoowulacyjnie, by na tym USG mógł coś zobaczyć i mi powiedzieć. Teraz uważam to za błąd.

Monitoring cyklu

Umówiłam się na piątek, wypadało mi w 12ty dzień cyklu. Początkowo myślałam super, powie mi co i jak. Bo w tym cyklu ani jedna temperatura nie zmierzona i żaden test owulacyjny nie wykonany. Pierwsze co to poprosiłam o zapas tabletek, 3 opakowania. To starczy spokojnie na 5 kolejnych miesięcy. Ale skoro i tak muszę go przyjmować, to przynajmniej do zimy nie muszę się martwić że mi zbraknie. Pogadaliśmy chwilę, no a później badanie. Zapowiadało się ok… Endometrium około 1cm, widoczny śluz w szyjce. Zatem pora na oglądnięcie jajników. Prawy – drobnych kilka pęcherzyków, żadnego dominującego. Lewy – żadnego pęcherzyka. Wygląda na cykl bezowulacyjny

Moja reakcja? „No trudno, będzie co ma być”. Tak powiedziałam lekarzowi. Wyszłam stamtąd, taka… obojętna. Chyba to dobre słowo. Ani nie miałam ochoty się śmiać, ani płakać. Przyjęłam to do wiadomości i zaczęłam myśleć po co mi było to USG. Co mi dało? Jak kiedyś chciałam kontrolować wszystko: temperaturę, śluz, testy owulacyjne, monitoring – rozmiar pęcherzyka, wielkość endometrium, tak po wyjściu od ginekologa, pierwszy raz zadałam sobie pytanie: ale po co?

 

Czas wyluzować. Ale tym razem już tak naprawdę.

Previous
Im bardziej w życiu ma się pod górkę, tym piękniejsze będą później widoki
Next
Czy ciąża jest zaraźliwa?
  • Właśnie to jest tajemnica życia, że w ciąże zajdziesz nie zawsze przy książkowym cyklu… mam na myśli właśnie te wszystkie monitoringi, obserwacje, mierzenia.. czasem jest piękny cykl, idealny śluz, duży pęcherzyk…. a ciąży nie ma… grunt to nie zwariować i starać się podchodzić do tematu z lekką głową… co niestety nie jest łatwe… cały czas trzymam kciuki :* Ty wiesz 🙂

  • Hej, zaczęłam czytać Twojego bloga i pierwsze wrażenia już były: “O jej! Ja mam tak samo!” Twoje przemyślenia są zbliżone do moich. Tak jakbyś umiała opisać to co ja też czuję, a nie mogę do końca tego określić, a ciężko mi wytłumaczyć moją gonitwę myśli osobom, które nie miały takich problemów jak my. Ja miałam ostatnio kryzys wiary, że się uda ale w tym miesiącu znowu wstąpiła we mnie nadzieja. Nie wiem czy to dobrze, bo jeżeli znowu się nie powiedzie to będzie gorszy zawód niż wtedy jak trochę odpuściłam.

    PS. Biorę się za czytanie innych Twoich postów;) I trzymam za Was kciuki:)

    • stillhoping Niezmiernie mi miło wiedząc, że mamy podobne przemyślenia. Ale z drugiej strony przykro mi, bo sama wolałabym napisać “jestem w ciąży” i byłabym szczęśliwa gdybyście z tym mogły się utożsamiać. 🙁
      Oczywiście trzymam kciuki za szybkie powodzenie ❤

Leave a comment to waiting4 Cancel reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witaj!

Miło mi Cię gościć na moim blogu! Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Co spowodowało, że piszę? Pragnienie zajścia w ciążę, marzenie o macierzyństwie, staranie się o dziecko, niepłodność, często rozpacz i łzy oraz nieustanna nadzieja. Waiting4 to blog o codzienności życia Staraczki, opis leczenia, badań, wizyt u ginekologa i wielu innych. Zmagania, które zna niejedna kobieta planująca ciążę, a o których często nie mówi się publicznie. Serdecznie zapraszam!

Warto odwiedzić

edzieci.pl

Portal dla rodziców o ciąży, porodzie, zdrowiu, wychowaniu i rozwoju naszych dzieci. Artykuły, porady i ciekawostki zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

KobiecePorady.pl - Portal z poradami dla Kobiet

Portal dla kobiet. Każda z Pań znajdzie coś dla siebie od poradników urody, modowych, zdrowia, fitnessu, aż po porady z zakresu domu, zrób to sama oraz ogrodu.