blog starania o dziecko

Czas podsumowań

Z życia wzięte

Oglądałyście polską komedię pt. Lejdis? Pamiętacie co nieco fabułę? Mi się ten film bardzo podobał. Pamiętam jak byłam z moim mężem, a wtedy oczywiście jeszcze nie-mężem w kinie. Miałam 18 lat i nie spodziewałam się, że losy jednej z bohaterek będą trochę przypominać moje…

Jeśli oglądałyście film zapewne pamiętacie jedną z tytułowych Lejdis – Gosię. Gosię, która pilnowała dni płodnych, a potem latała do męża do Brukseli bo to był TEN czas! Nie spodziewałam się, że jej słowa wypowiedziane prawie 10 lat temu do faceta: „Czekamy na Ciebie, ja i moja owulacja” będą po części odzwierciedlać nasze dni płodne!

Ale ja w zasadzie nie o tym miałam pisać! 😉 Lejdis obchodziły Sylwestra w sierpniu. Skojarzyłam sobie ten film, gdyż można powiedzieć, że ja też właśnie obchodzę małego sylwestra, bo sylwester to zwykle czas podsumowań, co nie? A właśnie dziś mija rok odkąd został opublikowany tu pierwszy post. To już cały rok!!! Więc nadeszła chyba pora pokrótce podsumować to co się przez ten rok wydarzyło.

Pierwszy wpis powstał 21 sierpnia 2016 roku w Światowy Dzień Optymisty. Zatem uśmiechajcie się i myślcie pozytywnie, bo dziś znów mamy dzień optymizmu! 🙂 Zanim zaczęłam pisać bloga staraliśmy się 8 miesięcy. Jakoś szybko ruszyłam do lekarza, może coś mi podpowiedziało że nie będzie tak łatwo?

Badanie nasienia i badanie Sono HSG

Na szczęście trafiłam na ginekologa, który nie mówił żeby czekać rok, a potem zacząć się badać. Po 6 miesiącach starań o dziecko kazał zbadać nasienie męża, a mi wykonał badanie Sono HSG, które wykazało, że jajowody są drożne. Więcej o tym sposobie badania drożności znajdziecie tutaj: Sono Hsg

Endometrioza

Od lipca przez trzy cykle byłam stymulowana CLOstilbegytem (lekiem wspomagającym owulację), zaczęłam także przygodę z Duphastonem (syntetycznym progesteronem). Już wtedy doktor wspominał o torbieli endometrialnej, ale „mała, nie ruszamy” – no to co ja się tam będę przejmować. Nie miałam pojęcia jak wstrętną chorobą może być endometrioza! Teraz niestety już wiem i swoje doświadczenia opisałam tu: Endometrioza

W międzyczasie naszych starań dowiedziałam się o ciąży bardzo bliskiego nam kuzyna męża i jego żony. Towarzyszyła mi zazdrość, ból, niezrozumienie i żal do świata czemu jest taki niesprawiedliwy. Pewnie znacie te odczucia. Nie chciałabym tego przeżywać na nowo i mam nadzieję, że w tym momencie ciąże innych kobiet, bliskich czy dalszych już opanowałam. Kobiety zachodziły, zachodzą i będą zachodzić w ciążę bez względu co ja o tym myślę, co czuję, czy się obecnie staram czy nie. Taki jest świat i już. Nie mam na to wpływu, więc jaki jest sens tym się dołować?

Następnie nastała przygnębiająca mnie jesień, która przyniosła trochę zastoju w staraniach. 11 cykl starań, na przełomie września i października był bez wspomagaczy, leków i mierzenia temperatury, ale przyniósł nadzieję, bo okres spóźnił się dobre 10 dni. Niestety był to tylko kiepski żart natury.

Kolejnym pomysłem mojego ginekologa było wyciszenie jajników. Dostałam lek o nazwie Visanne, czyli tabletki mające trochę powstrzymać torbiel (bo powolutku się powiększała) i przy okazji dać odpocząć jajnikom. 28 dni brałam tabletki, a kolejny miesiąc czekałam na okres! I tak nam minął listopad i grudzień. Łaskawie @@@ pojawiła się 1 stycznia, w Nowy Rok 2017. W styczniu i lutym zmieniłam tabletki wspomagające owulacjęz Clo na Aromek. Niestety ta zmiana oczywiście nie przyniosła nic nowego.

Laparoskopia

W lutym zdecydowałam się na laparoskopię. Ginekolog zaczął coraz częściej wspominać o inseminacji, a mnie to coraz bardziej wszystko przerażało. Stwierdziłam, że jeśli mam podejść do IUI to chcę najpierw wiedzieć jak mocno zadomowiła się u mnie endometrioza. W marcu spędziłam prawie tydzień w szpitalu, usunięto mi torbiel endometrialną (prawie już 3 centymetrową) i inne ogniska endometriozy… Ten zabieg czy operacja – jak kto woli – dał mi nową nadzieję. Bo skoro jest tam już czysto, jajowody zostały jeszcze raz sprawdzone, tym razem metodą HSG, no to jaka może być teraz przeszkoda?! Teraz to tylko trzeba wziąć się do dzieła. Na naturalnym cyklu zaczęliśmy działać w tym samym miesiącu, piękny progesteron, zero efektu. Cykl kwietniowy i majowy były powrotem do CLO. W maju też pożegnałam się z moim dotychczasowym ginekologiem i wybrałam się prywatnie do nowej pani doktor, pracującej też w Klinice Niepłodności. Nie usłyszałam od niej nic nowego. Sugerowanie inseminacji, bo nie ma się do czego przyczepić…

Obecne starania o dziecko

I tak minęły 3 miesiące od tej wizyty, ale na IUI się nie decydujemy. Działamy na cyklach naturalnych, a ja staram się zmniejszyć (!) kontrolowanie swojej płodności. Bo tylko niepotrzebnie mnie to nakręcało. Obecnie nie mierzę temperatury, nie sprawdzam śluzu, szyjki nie ogarniałam nigdy, przestałam robić testy owulacyjne. Nawet nie wiem czy tą owulację mam. W tamtym cyklu wybrałam się do „starego gina” po receptę na Euthyrox 25 (bo kazał mi łykać cały czas tabletki na tarczycę, choć TSH mam już jak najbardziej w porządku), zrobił USG i stwierdził cykl bezowulacyjny. Ale czy był to jednorazowy przypadek czy nie, tego nie wiem. I nie chcę na razie się tym martwić. Nie liczę też już tak skrupulatnie staraniowych cykli. Będzie chyba już ponad 20, ale dokładnie nie wnikam już w te liczby. Staramy się od stycznia 2016 i tyle. Łatwiej jest mi powiedzieć ile to miesięcy, a nie cykli starań.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tymi wspominkami. Pewnie część z Was, która śledzi mnie od dłuższego czasu tą historię zna, ale dla nowych czytelniczek wydaje mi się, że będzie to niezłe krótkie streszczenie naszych dotychczasowych starań o dziecko.

 

Już na koniec, podsumowanie, można powiedzieć że w liczbach. 😉 W ciągu pierwszego roku istnienia bloga „Waiting4.pl” było:

Pozytywnych testów ciążowych: 0

Ciąż: 0

Poronień: 0

Wizyt u ginekologa: mnóstwo

Pobytów w szpitalu: 1

Kryzysów: kilka

Zyskanych znajomości: sporo

Wymienionych maili i wiadomości: wiele

Wylanych łez: za dużo

Iskierek nadziei: nieskończona ilość

 

Co nam przyniesie los? Jaki będzie drugi rok życia bloga? Nie wiem. Nie piszę jednak tego z żalem. JUŻ NIE. Niepłodność nauczyła mnie wielu rzeczy, ale mam nadzieję, że kiedyś uda nam się ją pokonać. Czy będzie to w tym roku, w kolejnym czy za 5 lat? Już nie jestem taką optymistką jak rok temu. Ale ciągle wierzę, że wygramy tą walkę.

Tymczasem zostawiam Wam jeszcze fragment tekstu piosenki Sound’n’Grace. Żyjcie, cieszcie się życiem i nie poddawajcie się w walce. Mam nadzieję, że wszystkie kiedyś zaznamy macierzyństwa, a teraz nie pozwólmy by jakiekolwiek problemy przysłoniły to szczęście, które już mamy!

„Swój czas, weź w garść, swój czas

Zanim Ci życie nie powie, że pass

I odholuje, weź w garść i idź

Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć”

Pozdrawiam Was gorąco!

Previous
Ty się tym zajmij…
Next
Gdzie czas tak pędzi?
  • Kochana ja też wierzę, a nawet jestem pewna, że wygramy tę walkę z niepłodnością!! I pięknie napisane, żeby nie zapominać i doceniać to szczęście, które już mamy:)

    • Nie możemy pozwolić, żeby niepłodność zabrała nam nawet radość z życia! Trzymam kciuki za naszą wygraną :*

  • ‘Kobiety zachodziły, zachodzą i będą zachodzić w ciążę bez względu co ja o tym myślę, co czuję, czy się obecnie staram czy nie. Taki jest świat i już. Nie mam na to wpływu, więc jaki jest sens tym się dołować?’ Świetny i bardzo mądry tekst. Dla mnie też ciąże dookoła są dodatkowym ciosem i wyzwalaczem złego nastroju, spróbuję myśleć tak, jak napisałaś. 🙂
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    • Czasem jest ciężko o takie myślenie, ale sądzę, że samopoczucie jest lepsze wtedy gdy wiemy, że nie mamy na pewne rzeczy wpływu. One dzieją się tak po prostu, więc co nam da zamartwianie?
      Ja również życzę Tobie powodzenia! :*

  • Też się staramy od kwietnia 2017.. a od dwóch tygodni modlimy się za nasze dziecitko, które Bóg zechciał zabrać po 6 tygodniach życia…
    Takie wydarzenie naprawdę odbiera nadzieję, która już była taka realna…

  • My się staramy od sierpnia 2017. Niby wszystkie wyniki ok, a ciąży jak nie było tak nie ma. Na początku też bardzo to wszystko przeżywałam, każda informacja o ciąży znajomej była ciosem. Ale nadal mocno wierzę i każdego dnia się mocno modlę, żeby w końcu się udało.
    Trzymam kciuki i mam nadzieje, że po dłuuuugim czasie starań i dla nas się los uśmiechnie.

    • Życzę Wam, aby do Was niepłodność nie dotarła. Że to tylko kwestia czasu i uda się spełnić marzenie o rodzicielstwie. Wiara i modlitwa dużo pomaga :* Pozdrawiam ♥

  • Witam!
    Dziś napotkałam na tego bloga. Wielkie brawa za odwagę dla Założycielki!!! Jest tyle kobiet z podobnymi problemami i nie mają z kim o tym porozmawiać, podzielić się przeżyciami, zamykają się w sobie i cierpią po cichutku. A tak ważne jest ujrzeć w tych chwilach, że nie jest się samemu, że są inni, którzy przeżywają podobne scenariusze. W chwilach, kiedy dookoła widzimy kobiety w ciąży, szczęśliwe rodziny z małymi dziećmi na wakacjach, wydaje się, że tylko nam się to przydażyło. Wiem, jak trudno jest podczas starań, jak bardzo ciężkie są kryzysy… Także starałam się 4 lata. Najbardziej bolało, kiedy dobiegały do mnie informacje o dzieciach krzywdzonych – zadawałam górze pytania, gdzie jest sprawiedliwość, bo ja chciałabym obdarzyć dziecko największą miłością i nie mogę, a obok przychodzi cud i ktoś go niszczy. Z tą niesprawiedliwością radzę sobie tylko wytłumaczeniem, że każdy człowiek, który się rodzi ma tutaj coś do przepracowania.
    Ja starałam się 4 lata. Największą siłą dla mnie były pary, które po latach starań doczekały się swojego cudu. Brałam z nich przykład, wiedziałam, że skoro im się udało to i mi też się w końcu uda. Czasem jest w życiu ciężko i w pewnych jego aspektach musimy dołożyć więcej energii. Mi dawano niewielkie szanse, nieświadomie wysyłano na in vitro. Kiedy przeżywałam załamanie po postawionej diagnozie, dużo siły dały mi wywiady z dr. Tadeuszem Wasilewskim z Białegostoku. Zrodziły się we mnie ogromne pokłady energii do walki. Szukałam odpowiednich lekarzy u siebie, prowadziłam kartę obserwacyjną, poddałam się nawet hipnozie i poszłam do naturopaty. Robiłam dosłownie wszystko (oprócz IVF)
    Dziś jestem mamą! Pamiętajcie, najważniejsze to mieć zaufanie do siebie i nie tracić wiary – skoro IM się udało, to mi też!
    Dodam, że w swoich staraniach poszłam drogą naprotechnologii. Dokładna obserwacja cyklu ujawniła m.in. niodpowiedni poziom progesteronu, dokładne badania zespół antysofolipidowy, dodatkowo przeszłam operację udrażniania jajowodów i plastykę strzępków. UDAŁO SIĘ!

    • Kornelia, bardzo serdecznie Ci gratuluję!! W ciągu tych 4 lat na pewno sporo przeszłaś… Ale z tego co piszesz nie poddałaś się i próbowałaś wielu rzeczy. I to prawda, że właśnie ciąże innych osób które wywalczyły swoje szczęście, podnoszą na duchu. I właśnie takie historie jak Twoja dodają sił! Dziękuję, że napisałaś i jeszcze raz bardzo gratuluję :*

Leave a comment to Jk Cancel reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witaj!

Miło mi Cię gościć na moim blogu! Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Co spowodowało, że piszę? Pragnienie zajścia w ciążę, marzenie o macierzyństwie, staranie się o dziecko, niepłodność, często rozpacz i łzy oraz nieustanna nadzieja. Waiting4 to blog o codzienności życia Staraczki, opis leczenia, badań, wizyt u ginekologa i wielu innych. Zmagania, które zna niejedna kobieta planująca ciążę, a o których często nie mówi się publicznie. Serdecznie zapraszam!

Warto odwiedzić

edzieci.pl

Portal dla rodziców o ciąży, porodzie, zdrowiu, wychowaniu i rozwoju naszych dzieci. Artykuły, porady i ciekawostki zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

KobiecePorady.pl - Portal z poradami dla Kobiet

Portal dla kobiet. Każda z Pań znajdzie coś dla siebie od poradników urody, modowych, zdrowia, fitnessu, aż po porady z zakresu domu, zrób to sama oraz ogrodu.