ciąża emocje

Ciąża… bliskiej osoby

Z życia wzięte

Tym razem mam dla Was temat pt. ciąża. Tym razem to ciąża prawdziwa i realna. Choć nadal ciąża nie moja, to bliskiej mi osoby. Jak to przetrwać i poradzić sobie ze skrajnymi emocjami w tej sytuacji?

Ciąża

Nie tak dawno dowiedziałam się o ciąży mojej koleżanki. Co ciekawe, koleżanki, którą poznałam dzięki pisaniu pamiętnika i bloga. Najpierw znałyśmy się tylko internetowo, a po dłuższej rozmowie okazało się, że nie dość, iż mieszkamy w jednym mieście, to jeszcze w odległości około 1 kilometra od siebie.

„Na żywo” przegadałyśmy ze sobą wiele godzin, przeprowadziłyśmy mnóstwo rozmów na różne tematy. Zdążyłyśmy się poznać, dlatego też myślę, że nie było owijania w bawełnę. Choć o jej ciąży nie dowiedziałam się od razu, to zostałam poinformowana bezpośrednio: „Właśnie wróciłam od lekarza i jestem w ciąży”.

Takie wiadomości zawsze zaskakują. Choć przecież teoretycznie wiemy, że każda z naszych koleżanek w ciążę może zajść. A już szczególnie te, które o dziecko się starają. Ale raczej nie spodziewamy się takich wiadomości, nie jesteśmy na nie przygotowane. Często takie wieści przekazywane są w najmniej oczekiwanym momencie. Gdy w ciążę zajdzie osoba z naszej rodziny to może to być właśnie podczas rodzinnego spotkania, świąt czy innych uroczystości. I jak w tej sytuacji mamy się zachować?

W ciągu tego roku dowiedziałam się o ciążach dwóch koleżanek, jedna rodzi za niespełna dwa miesiące, druga to, ta o której napisałam Wam teraz. W obu przypadkach dostałam wiadomość na Messengerze, byłam w zaciszu swojego mieszkania. Wiem, że żadna z nich nie oczekiwała ode mnie skakania pod sufit, bo obie zmagały się z problemem niepłodności i endometriozą! Wiem, że doskonale znały to uczucie, gdy dowiadywały się o ciąży przyjaciółki, siostry, znajomej.

Gdy w lutym dowiedziałam się o ciąży koleżanki, przewidywałam to już przez kilka dni, bo widziałam wcześniej prowadzony przez nią wykres. Wiedziałam, że nie ma okresu. Ale gdy mi to napisała w jednej chwili potrafiłam się cieszyć, a dosłownie za kilka chwil płakać. Dlaczego płakać?! Życzyłam jej tej ciąży, wspierałam w walce, a gdy spełniało się jej marzenie, ja wylewałam łzy. Wieść o ciąży drugiej koleżanki trafiła na moment „przed okresem”, a PMS w tym miesiącu szczególnie dał się we znaki. Mimo to, moja reakcja była już inna niż poprzednio. Fakt, byłam zaskoczona, ale bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość. Kolejna kobieta, która wygrała z endometriozą! To napawa nadzieją. Choć wiadomo, że nie u każdego scenariusz wygląda tak samo. Ucieszyłam się z jej wiadomości, ale napisałam jej też, że jestem zaskoczona. Po prostu musiałam tą wiadomość sobie przetrawić. Nie płakałam już, ale nadal potrzebowałam czasu, aby się z tą myślą oswoić.

 

Wieść o ciąży – nie naszej lecz koleżanki, przyjaciółki, a nawet siostry, potrafi przybić niejedną staraczkę. Jest radość, ale pojawia się też smutek. A razem z nimi trochę zazdrości, trochę niesprawiedliwości, żalu, przykrości. Wiele różnych uczuć, które trudno jest kontrolować.

Pojawiają się myśli, że znów ktoś, a ciągle nie ja.

To boli. Bo my przecież też tak bardzo chcemy. A czemu to szczęście nie chce przyjść do nas?! W końcu ta koleżanka zaszła z problemami, tamta od razu, inna z pomocą ginekologa. Ale im się udało. Więc kiedy będzie nasza kolej?! Ile jeszcze musimy znieść?! W głowie zaczynają nam się kotłować przeróżne myśli, nawet te, których w ogóle nie chcemy by się pojawiały.

Wydaje mi się, że gdy ciąża pojawia się w rodzinie, a bliscy nie wiedzą o naszym problemie, jest jeszcze trudniej. Przecież wypadałoby się ucieszyć. Okazać zadowolenie. Jak to zrobić gdy nagle spada na nas fala rozmaitych emocji?! Zaskoczenie, żal, ból… a wszyscy wkoło oczekują entuzjazmu i gratulacji. Żadna z ciąż w tym roku nie przybiła mnie tak mocno, jak ciąża bliskiego kuzynostwa męża w tamtym roku. Pamiętam swoje uczucia wtedy i nie wiem jaka byłaby moja reakcja, gdybym dowiedziała się o tym od nich osobiście. Akurat tą wiadomością podzieliła się ze mną moja teściowa, a i wtedy gdy to usłyszałam miałam ochotę po prostu wybuchnąć płaczem. I tak się w końcu stało, że pękłam. W domu rodzinnym mojego męża, poszłam do innego pokoju i musiałam to wszystko z siebie wyrzucić. Wypłakać. Przemyśleć. Zamiast cieszyć się, że im się udało, ja miałam w sobie w większości negatywne emocje i nie wiedziałam co z nimi zrobić. Zastanawiałam się nawet czy w ogóle mam prawo tak czuć. Czy może jestem jakaś beznadziejna, bo zamiast cieszyć się ich szczęściem, ja czuje… zazdrość!

Czas leczy rany

W moim przypadku czas działa na korzyść. Oczywiście jeśli chodzi o spotkania z małymi dziećmi, ciężarnymi koleżankami i informacjami o ciążach. Bo upływający czas na pewno nie działa na korzyść zachodzenia w ciążę. Jednak wydaje mi się, że „czym dalej w las” tym łatwiej jest się pogodzić z pewnymi rzeczami. To nie są wydarzenia już tak samo sprawiające ból jak kiedyś, nie stanowią źródła cierpienia, rozpaczy i totalnej rozsypki. Ułożyłam sobie w głowie, że ciąże są, były i będą, a ja nikomu ich nie zabronię. I choć nie jest to dla mnie zupełnie obojętne, bo pojawia się w głowie myśl, czemu znów nie ja, to potrafię przyjąć to na klatę.

Wiem, że to jest trudne, ale sądzę że często zapominamy o naszym dobrym samopoczuciu. Dlatego też gdy jesteśmy na to gotowe uważam, że należy szczerze powiedzieć o swoich odczuciach. Pogratulować, ale wspomnieć, że są pewne problemy, które w pełni nie pozwalają cieszyć się szczęściem tej osoby. Że potrzebujemy czasu na uporanie się ze swoimi emocjami. Sądzę, że reakcja większości osób będzie odpowiednia i zrozumieją nasze zachowanie. Większy kłopot jest wtedy, kiedy nie chcemy mówić o swoich problemach. Wydaje mi się, że w takim wypadku należy pogratulować, ale jednak na moment poukładania sobie wszystkiego w głowie, usunąć się z tej rodzinnej imprezy, przyjęcia, uroczystości czy spotkania. Dać sobie czas, który podobno leczy rany. Sztucznie przyklejony uśmiech, mocno skrywane łzy, buzujące w nas emocje… To spowoduje jeszcze większą frustrację, niż gdybyśmy własne, prawdziwe emocje wypuściły z siebie od razu. A pytania, “no co Ci jest?”, “czemu jesteś taka smutna?” na pewno w tej sytuacji nam nie pomogą.

Wiem, że możecie to czytać i myśleć, że to tylko jakaś pusta teoria. Że jak przychodzi co do czego, to i tak wychodzi inaczej. Być może i ja rozpłaczę się jeszcze nie raz z powodu wieści o czyjejś ciąży. Wiadomo, że każdy może mieć czasem gorszy dzień. Ale uważam, że jak coś przepracujemy sobie w głowie, przemyślimy, przewartościujemy, pewne rzeczy poddamy refleksji to, to coś zmieni. I zostaną w nas tego efekty.  Być może po jakimś czasie z ciąży innych osób, ze spotkań z ciężarnymi czy z odwiedzin małych dzieci, będziemy potrafiły się tak po prostu cieszyć, bez żadnego żalu i zazdrości. A być może też za jakiś czas same doświadczymy tego naszego upragnionego szczęścia. Czego Wam (i sobie) cały czas życzę!

________________________________________________________________________________

Czy podczas starań o dziecko ktoś z Waszych bliskich podzielił się z Wami wieścią o ciąży? Jakie były Wasze emocje, reakcje? Uważam to za trudne doświadczenie dla każdej kobiety starającej się o dziecko… I chętnie poznam Wasze zdanie.

 

Previous
Ciąża upragniona
Next
Niepłodność
  • Niestety ostatnio to przeżyłam :/. Koleżanka z radością mi oznajmiła, że jest w ciąży. Zamiast się cieszyć jej szczęściem to wpadłam w rozpacz , że jak to jej się udało a mnie nie. Cóż mnie zostało tylko wierzyć, że następny cykl będzie udany 🙂

  • Ja w marcu dowiedziałam się o ciąży bliskiej koleżanki która wspierała mnie w walce o ciążę. Jej udało się w drugim cyklu starań. Efekt jest taki że przestałysmy utrzymywać kontakt, poza sporadycznymi telefonami. Niedługo będzie rodzić. Emocje mialam takie jak są opisane we wpisie. Nie umiem sobie radzić z ciążami u innych. Omijam je szerokim łukiem. Nie umiem nawet udawać że je toleruje… Zbyt bardzo boli mnie to ile ja muszę się starać i jak narazie bez efektu…

  • Ja niestety też mam duży problem z przyjmowaniem wiadomości o ciąży innych, tym bardziej w sytuacjach, gdy chodzi o nieplanowaną ciążę. Widzę to tak, że inni dostają bez problemu to, o co ja bardzo się staram, mam w sobie takie wielkie poczucie niesprawiedliwości i żal. Z drugiej strony staram się sobie ułożyć w głowie, że ciąże są czymś normalnym.
    Najbardziej jednak obawiam się chwili, gdy dowiem się, że moja siostra jest w ciąży. Nie wiem, jak sobie z tym poradzę i czy będę w stanie psychicznie to udźwignąć. Wiem, że powinnam się cieszyć, ale z drugiej strony będzie to ciąża, która będzie mnie blisko dotyczyć, nie będę mogła uciec od tego uczucia żalu.

  • Te emocje i reakcje o których napisałam ja i które dodałyście Wy, chyba pojawiają się u większości starających się kobiet. Zazdrość, ból… Przykre jest to, że oddalamy się od bliskich nam osób, ale to często jest tak trudne doświadczenie, że żadno wyjście nie wydaje się dobre… Niepłodność niestety wpływa na nasze życie i mocno nam je utrudnia 🙁 🙁 🙁

  • Wydaje mi się, że u mnie jeszcze nie jest tak źle. Wiadomo przykro mi, ale nie okazuję tego, może to też niedobrze, że trzymam w sobie i kiedyś to wszystko wybuchnie ze zdwojoną siłą. Dziś kolejny zły dzień, znowu jedna kreska… W przyszły wtorek kładę się do szpitala na laparoskopię, a miałam ogromną nadzieję, że uda mi się tego uniknąć. Ehhh…

    • Jeśli sobie radzisz z emocjami to super! Bo czasem trudno je kontrolować, a i nawet zwykła codzienność w niepłodności bywa trudna 🙁
      Przykro mi z powodu jednej kreski 🙁 mam nadzieję, że dziś już jest lepiej. A za laparoskopię trzymam kciuki, może właśnie to Ci pomoże? Trzeba być dobrej myśli ♥

  • Niestety, boleśnie przeżyłam/przeżywam ciążę swojej przyszłej szwagierki, z którą się bardzo zakumplowałyśmy… A tak, że mamy razem z moim facetem zostać rodzicami chrzestnymi . Strzał prosto w serce.
    Każde spotkanie potem odchorowuję, bo mimo że ona wie, iż u mniej jest problem, to dobija mnie tekstami “nie masz swojego to będziesz w połowie mamą mojego”…

    • Wydaje mi się, że skoro jesteście blisko te słowa ze strony szwagierki, mają być dla Ciebie wsparciem… Tylko często osoby nie mające problemu z zajściem w ciążę nie zdają sobie sprawy, że właśnie takie słowa mogą bardzo boleć 🙁

  • Niedawno temu dowiedziałam się przez facebooka o ciąży koleżanki z zagranicy. Z jednej strony się dla niej cieszę, a z drugiej, bezradność, wydaję mi się że wszystkim się udaje oprócz mi.
    Znajome z grupy na facebooku zachodzą jedna po drugiej, są też w wpadki, więc co chwilę muszę robić dobrą minę do złej gry.
    Ostatnio sobie coraz częsciej myślę że moje ciało to mój wróg, ciągle mam jakieś (niegroźne) dolegliwości lub różne bóle, w sumie to nawet nie jestem zaskoczona że to tej pory nie zaszłam, bo byłoby dziwne jakby moje ciało w końcu robiło co od niego oczekuję…

    • Niestety myślę, że takie wrażenie “wszyscy tylko nie ja” pojawia się u staraczek często 🙁 I jeszcze pytanie: “dlaczego ja..?”

  • Długo ponad rok staramy się o dziecko, i wczoraj dowiedziałam się, że jedna z moich najlepszych koleżanek też zaczyna starania… nawet nie wiesz jak bardzo boje dowiedzieć się, że ona jest w ciąży, mam przeczycie, że chociaż kilka lat starsza jest ode mnie to zajdzie jeszcze przede mną…Nie wiem jak ja to zniosę, powinnam cieszyć się tym, że w końcu postanowili postarać się o ciąże, a ja bije się głowa w mur, nie wiem co będzie, wiem, tylko że teraz jestem zdołowana, to chyba zazdrość przemawia przez ze mnie, i nie wiem co myśleć. Nie powinnam tak myśleć wiem o tym, tylko cieszyć się szczęściem mojej koleżanki. I nie myśl źle, ja chcę jak najlepiej dla niej, życzę jej wszystkiego najlepszego, ale strasznie się boje, że ona będzie miała więcej szczęścia niż ja. Wiem, że nie powinnam myśleć, bo jeszce nic się nie wydarzyło, ale ja nie potrafię pogodzić się z tym. Boje sie  Przecież w gronie znajomych nie może być więcej jak jedna para z problemami (według statystki), więc ten problem padł na nas, ona zapewnię już zaraz zajdzie w ciąże, a ja będę nadal się starać… tak było ze wszystkimi moimi koleżankami, nawet się nie obejrzałam, a już jedna była w ciąży potem druga…trzecia i kolejna…, a ja co nadal czekam i nic. Jak nie z bliskiego grona, to i tak co chwile o nowej ciąży się dowiaduje. Wszyscy tylko nie ja. Wiem, wiem, muszę zmienić myślenie, minie kilka dni i będzie lepiej, I też wiem, że prędzej czy później przyjdzie pora na mnie, muszę jeszcze trochę poczekać…. …. Powiedz jak ja mam zmienić moje myślenie? Może trochę medytacji jakieś nowe hobby? Bo już sama nie wiem co robić. Urlop był, staram się nie myśleć, ogólnie to widaje mi się, że nie mam obsesji na temat ciąży, na spokojnie do tego podchodzę, bo sama wiesz, że z czasem uczysz się akceptować swoją sytuację. Ale jak dowiaduje się o takich nowinach to boli mnie to I przez kilka dni mecze się z tym.

    • Doskonale Cię rozumiem i nie musisz tego specjalnie tłumaczyć. Dobrze znam uczucia podobne do Twoich. Rozum wie, że nie powinien zazdrościć ale i tak wychodzi inaczej. Czy da się zmienić swoje myślenie? Nie wiem. Na pewne rzeczy chyba przychodzi po prostu czas. I tak też jest z niepłodnością. Nic na siłę chyba nie da się zrobić, tak jak napisałaś z czasem akceptujemy obecną sytuację. A emocje były, są i będą. Bo trudno jest nie przeżywać tego na czym nam tak bardzo zależy… 😐

  • Doskonale znam to uczucie. Jestem od Ciebie o rok starsza i z mężem staramy się od 2,5 roku o dziecko. Bodajże w czerwcu miałam kryzys rozmiarów mega. W przeciągu jakiegoś 1,5 tygodnia dowiedziałam się o ciążach bodajże 4 koleżanek i 1 czy 2 dalszych znajomych. O jednej ciąży koleżanki dowiedziałam się u niej na imprezie. Po wypiciu kilku kieliszków łzy zaczęły mi lecieć jak groch i to przy wszystkich. Oczywiście wstyd mi się było przyznać przed koleżanką, że to z powodu Naszych problemów mimo, że dobrze orientuje się w Naszej sytuacji. Skłamałam, że to alergia na nowy tusz do rzęs… Wiem-to żałosne.

    • Czyli łączy nas podobny wiek i podobny czas starań… Chyba doskonale się rozumiemy.
      A tyle wieści o kolejnych ciążach mogłoby przybić nawet najsilniejszą babeczkę. Nie dziwię Ci się, że pewnego razu po prostu pękłaś! W Twoim zachowaniu nie ma też nic żałosnego. Czasem ukrywamy uczucia i emocje po to, by po prostu nikt o nic nie pytał… 🙁

  • Trafiłam na ten blok w poszukiwaniu osób tak jak ja, czyli starających się, ale nie mogących zajść [staram się już 20 m-cy]. Czytając ten post i komentarze stwierdziłam, że nie mam takich problemów jeśli dowiaduję się o czyjeś ciąży. Zdaję sobie sprawę, że każdy inaczej to przechodzi, ale Dziewczyny najważniejsze jest aby w życiu wyznaczyć jakieś zasady. Moją jedną z nich jest to że nie zazdroszczę nikomu ciąży, bo dla mnie dziecko jest czymś najważniejszym, cudem. Dlatego jeśli słyszę o czyjejś ciąży i mówi mi to przyszła mama to uwierzcie, że szczerze się cieszę. Jednak również miałam nieprzyjemną sytuację, kiedy gratulowałam przyszłej mamie i miałam wrażenie, że ja bardziej się cieszę niż ona. Wiecie, co mi na koniec powiedziała….. “patrz jacy my z mężem jesteśmy płodni”. Nie powiem, ale te słowa strasznie mnie zabolały i pomimo tego, że minęło od tego czasu już rok to nadal to pamiętam i tak samo boli. Osoba wiedziała, ze staramy się o dziecko i mamy problemy.

    • Super, że po takim czasie radzisz sobie z emocjami na temat innych ciąż. Niestety czasem ta zazdrość się pojawia i nie chodzi tu o jakieś złorzeczenie innej kobiecie czy parze, tylko po prostu o zwykłe pytanie… “Dlaczego znów nie ja?” “Czy kiedykolwiek mnie takie szczęście spotka?”
      A zachowanie Twojej znajomej było zdecydowanie nie na miejscu, wiedząc że macie problemy z poczęciem dziecka! Nie dziwię się, że zapadło Ci to w pamięć i zabolało.. 🙁

  • Staramy się z mężem o dziecko od 2 lat. Od fazy zaprzeczenia, że to nas nie dotyczy i że na pewno wreszcie się uda, nadszedł czas, że przyznaliśmy przed sobą, że jest problem i udaliśmy się do kliniki. Mąż zrobił badanie nasienia. Mimo, że wynik nie jest idealny, to jednak lekarz stwierdził, że nasienie nie jest przyczyną naszych problemów z poczęciem dziecka. Plemników jest bardzo dużo więc jest wystarczająca liczba tych prawidłowych zdolnych do zapłodnienia. Ja zaczęłam monitoring cyklu. Hormony książkowe. Cykle 2 fazowe. Ciąży nadal brak.

    Najgorsze są dni kiedy myślę sobie, że skoro poszłam do kliniki tzn. że nie ma już dla nas żadnej nadziei na normalne – spontaniczne poczęcie dziecka. Że coś nam w życiu nie wyszło, że czegoś nie potrafimy zrobić. To, że zaczęliśmy się leczyć, też nie zagwarantuje nam dziecka. Boję się ogromnie co będzie jeśli wykorzystamy wszystkie dostępne metody by mieć dziecko i to zawiedzie.

    Najgorsze jest to, że nikt nie wie o naszym problemie. Jesteśmy już jednak 4 lata po ślubie więc ne trudno się chyba domyślić. Choć wydaje mi się, że nasi rodzice ciągle uważają, że mamy coś jeszcze do zrobienia i chyba sami nie chcą znać takiej prawdy i nie dopuszczają jej do myśli. Nie pytają, ale ja nie czuję im nawet na siłach powiedzieć o naszym problemie gdy zapytają.

    Najgorsi są znajomi. Ciągle pytają kiedy my. Na co czekamy. Dlaczego jeszcze nie mamy dziecka.. Ciąże wśród znajomych bolą najbardziej… Dzieci mają już wszyscy. Jesteśmy jedyną parą bez dziecka. Znajomości się urywają. Mamy coraz mniej wspólnych tematów. Jestem wściekła na siebie, ale sama oddalam się od osób, które zaszły w ciąże i urodziły dziecko, a z którymi wcześniej byliśmy w naprawdę dobrych kontaktach. Nie potrafię cieszyć się ich szczęściem. Boję się kolejnych pytań. Nie wiem co odpowiadać. A nie odczuwam też potrzeby mówić im prawdy. Wszystkim udało się tak po prostu. Nawet jak zaczęli się starać, to wszystkim mówili o tym głośno i udawało im się od razu.. Czuję zazdrość, niesprawiedliwość. Nie wiem jak reagować. Nie chcę udawać. To boli.

    • Wszystko to co opisałaś znam doskonale. To tak jakby ja rok temu…
      Też początkowo myślałam – wszystko spoko, jest czas. Potem zaczęłam się martwić ale też nie chciałam myśleć że to niepłodność. I też miałam myśli co zrobię jak pójdę do kliniki niepłodności, co będzie jak zdecydujemy się na inseminację, a ona się nie uda. Czy zostanie nam tylko in vitro? Te pytania pojawiają się w głowie mimowolnie, ale teraz jestem spokojniejsza. Nie wiem dlaczego, nie wiem co nam się powiedzie, czy stanie się cud i uda się zajść w ciążę naturalnie czy będziemy musieli skorzystać z procedury ivf. Wiem, że jeszcze dużo przed nami. Ale wiem też że nie ma sensu się ukrywać. Wymyślać powody dlaczego jeszcze nie mamy dziecka, uśmiechać się i odwracać głowę, zmieniać temat. Sądzę że udawanie boli bardziej niż prawda. Ale niestety do tego każdy musi dojrzeć sam… Być gotowym żeby mówić wprost.
      Mam nadzieję, że nie będziesz musiała o tym mówić i uda się zajść w ciążę 🙂 ale gdyby jednak to życzę siły i odwagi ❤

  • Najgorzej zniosłam wiadomość o drugiej ciąży mojej siostry- wtedy sama starałam się już dwa lata. To było silniejsze ode mnie, najpierw się ucieszyłam, uściskałam ją, a wieczorem sama w domu się posypałam. Najgorsze, że za chwilę miałyśmy jechać razem w odwiedziny do naszej mamy. Zepsułam cały wyjazd bo miałam załamanie nerwowe (dziś tak sądzę). Przeze mnie mamie było przykro, moja siostra też płakała i przeżywała, czemu się tak zachowuję. A ja poprostu jak wrak człowieka, chciałam umrzeć. To było straszne.

    • Niestety te wiadomości często bolą i to bolą mocniej niż byśmy się tego spodziewały. Mam wrażenie że z czasem człowiek się uodparnia, ale mimo wszystko często wraz z taką wiadomością serce krwawi. Nie życzymy nikomu źle, ale przeżywamy to niejako swoją porażkę. Przypominamy sobie wtedy ile już za nami i porównujemy…

  • To ja z drugiej strony. Mam, a raczej miałam wieloletnią przyjaciółkę. Starają się o dziecko 2 lata.
    Aktualnie jestem w ciąży, już dość zaawansowanej. Niestety, przyjaciółka gdyby mogła, to by pewnie zerwała ze mną kontakt.
    Jak wcześniej spotykałyśmy się 1-2 razy w tygodniu, teraz może raz na miesiąc. Jest ciężko, czuję dystans, wiele tajemnic. Ostatnio nawet powiedziała, że ona nie ma przyjaciół, tylko dobrych znajomych. Zabolało mnie to…
    Boli mnie ta strata, bo wiem, że będzie gorzej, a nie lepiej, będzie się coraz bardziej odsuwać.
    Najgorsze jest to, że nikogo więcej nie znam w tym mieście. Moi wszyscy znajomi się przeprowadzili, min. 200km. Nie mam nikogo. Zamiast się dzielić radością, siedzę sama w domu.

    • Witaj Nina,
      Bardzo się cieszę, że napisałaś swoją sytuację – od tej drugiej strony. Wiem, że dla wielu staraczek ciąża bliskiej osoby jest bardzo bolesna, skupiamy się na swoim bólu, pewnie nieco zapominając o tej drugiej stronie…
      Teraz jestem już nie staraczką, a również w ciąży. I chyba też wiem o czym mówisz. Rozumiem, jak może czuć się kobieta, która nadal się stara o dziecko, jednak robi się przykro, kiedy urywa się kontakt będąc kobietą w ciąży. Myślę, że w tym wszystkim najważniejsza jest szczera rozmowa. Po prostu. O tym co boli obie strony.

      Mimo wszystko życzę Ci szczęśliwego rozwiązania. Ale i prawdziwej przyjaźni :* i pamiętaj, że zawsze możesz tu do mnie napisać! 🙂

Leave a comment to Nacia Cancel reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witaj!

Miło mi Cię gościć na moim blogu! Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Co spowodowało, że piszę? Pragnienie zajścia w ciążę, marzenie o macierzyństwie, staranie się o dziecko, niepłodność, często rozpacz i łzy oraz nieustanna nadzieja. Waiting4 to blog o codzienności życia Staraczki, opis leczenia, badań, wizyt u ginekologa i wielu innych. Zmagania, które zna niejedna kobieta planująca ciążę, a o których często nie mówi się publicznie. Serdecznie zapraszam!

Warto odwiedzić

edzieci.pl

Portal dla rodziców o ciąży, porodzie, zdrowiu, wychowaniu i rozwoju naszych dzieci. Artykuły, porady i ciekawostki zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

KobiecePorady.pl - Portal z poradami dla Kobiet

Portal dla kobiet. Każda z Pań znajdzie coś dla siebie od poradników urody, modowych, zdrowia, fitnessu, aż po porady z zakresu domu, zrób to sama oraz ogrodu.