“Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz Mu o swoich planach…”
Codzienność
Dwa dni temu, w niedzielę 20 listopada, mój mąż miał urodziny. Gdy planowaliśmy i zaczynaliśmy starania ten dzień wyobrażałam sobie zupełnie inaczej. Że będziemy już w trójkę lub że przynajmniej będę w ciąży. Jednak niestety życie zweryfikowało te plany po swojemu…
Z tego powodu znów zrobiło mi się trochę smutno. Bo przecież miało być inaczej. Kurcze czemu to tak długo trwa? A może nigdy nam się nie uda? Czasem nachodzą mnie takie myśli. Życzenia dla męża od kilku osób związane były z tym tematem. Ciocia, która dzwoniła z życzeniami wspomniała, że u jej synowej już lepiej – jest w ciąży i zaczęła się wreszcie dobrze czuć bo przez pierwsze miesiące męczyła się mocno. I znów mi się przypomniało, że przecież ona jest w ciąży. Że spotkamy się w święta i nie wiem czy będę potrafiła normalnie z nią rozmawiać. I tu pojawia się zazdrość. Wstrętne uczucie, które staram się niwelować. Są to dość bliscy dla nas ludzie więc życzę im jak najlepiej, spokojnej ciąży i szczęśliwego rozwiązania, zdrowego dzidziusia… Ale wkrada się też inne uczucie… dlaczego im się udało, dość szybko, a nam nie. Zazdroszczę, po prostu zazdroszczę.
Mój małż powiedział jeszcze, że gdy mój tata do niego dzwonił powiedział, żebyśmy więcej jedli żeby nam się rodzina powiększała 🙂 A mój tata kompletnie o niczym nie wie, czy w ogóle nawet myślimy o dzieciach. Ostatnio chorował, niestety na raka, jest po radioterapii i liczymy, że teraz będzie już lepiej. Ale tak bardzo marzę, żeby któregoś dnia podejść do niego i powiedzieć mu że będzie dziadkiem. Szkoda że to takie trudne do zrealizowania.
Po takich kilku dniach złego nastroju zwykle mi przechodzi. Szczególnie gdy odwiedzam mojego lekarza, on ma jakiś taki dobry wpływ na mnie, że wychodząc od niego wierzę że się uda. Wybieram się do niego za tydzień w poniedziałek, gdyż muszę poprosić o receptę na Letrozole – nowy lek jaki będę próbować na stymulację owulacji. Dzięki temu tli się we mnie nadzieja, że może przyszły cykl, że po wyciszeniu jajników i z nową dawką leku stymulującego będzie większa szansa… Ale też zdaje sobie sprawę z tego, że być może wcale nie, nowy lek nie oznacza tego, że musi na mnie zadziałać. Mimo wszystko – wierzę.
W tym cyklu przez Visanne miałam plamienia. I to przez kilkanaście dni. Brązowe, niewielkie ale były. Początkowo myślałam że to takie pookresowe, no ale trwały dość długo. Dopiero od kilku dni funkcjonuję normalnie. Ale ginekolog mówił że tak może być i żeby tym się nie przejmować. Przez te plamienia nawet nie badałam śluzu. Ani razu nie wpisałam na wykres rodzaju śluzu, temperatury też nie mierzę. Ten cykl jest na totalnym luzie, oprócz pamiętania o tabletkach na tarczycę i endometriozę.
♥ ♥ ♥ jakoś też wyszły nam bez spiny i myśleniu, że to cel prokreacyjny. I dobra nowina jest taka, że w przyszłym cyklu wracamy do gry, tylko zastanawiam się czy ta myśl znów nie wprowadzi niepotrzebnego stresu. Ale zobaczymy. Musimy pogodzić się z losem, z tym co nas czeka. Visanne mam brać do 1 grudnia więc powoli zbliżam się do końca. Po kilku dniach od odstawienia powinien przyjść okres. W zależności jak szybko się to stanie kolejne testowanie może wypaść mi w sylwestra 😉 Wcale nie obraziłabym się za taki noworoczny prezent…
Staram się maksymalizować szanse na poczęcie, ale będzie co ma być. Robię wszystko co w mojej mocy, żeby się udało, reszta chyba nie zależy od nas. Zostawiam to temu na górze, wierzę że On wie lepiej kiedy będzie najlepszy dla nas czas. I wcale nie chce Go rozśmieszać, powierzam mu swoje troski i ufam, że umiejscowi wszytko w dobrym – odpowiednim miejscu i czasie. To wszystko jest trudne, ale nikt nie powiedział, że dorosłe życie będzie łatwe. Dlatego walczymy, bo poddawać się niewolno.



2 komentarze
Ehhh również mi przykro….ja pisałam o mamie wczoraj…a widzę, że u Ciebie Tata 😭 życie nie jest sprawiedliwe..
I tak jak napisałaś
Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz Mu o swoich planach…” przeżyłam 1 cykl starań równo 2 lata temu….i głupio myślałam, że od tak sobie za 9 miesiecy urodzę…człowiek ma czasem niesamowite pomysły a gorzej jak się rozczaruje….
Dokładnie tak jak napisałaś – życie jest niesprawiedliwe 🙁
Ja też byłam przekonana że zajdę szybciutko w końcu jestem zdrowa młoda, mąż też. Jednak od tego czasu minął już ponad rok a sytuacja nadal się nie zmieniła. Bywa ciężko, ale nie pozostaje nic innego jak walczyć do końca.